Mizerski na bis

Arcygeniusz i zmiany

Do rządzących zaczyna docierać, że aby Polska się rozwijała, drobne zmiany (takie jak zmiana składu Trybunału Konstytucyjnego czy Krajowej Rady Sądownictwa) nie wystarczą. Niezbędne są zmiany fundamentalne, np. zmiana położenia Polski w Europie. Dzięki temu Polska, zamiast graniczyć z wrogimi i trudnymi w bezpośrednim kontakcie Niemcami, Czechami czy Białorusią, mogłaby wreszcie sąsiadować z przyjaznymi krajami, takimi jak Mongolia, świetnie nadająca się do konstruktywnego dialogu z prezydentem Dudą i rządem PiS. Niezbędna jest też wymiana opozycji, bo z tą, która jest w Polsce teraz, nie ma o czym rozmawiać. W opinii prezesa PiS „tylko arcygeniusz polityczny mógłby ją zadowolić”. Niestety Jarosław Kaczyński na zadowalanie opozycji nie ma czasu, bo musi zadowalać siebie.

Do pilnej zmiany jest Unia Europejska, której członkiemjest Polska. W opinii pisowskich intelektualistów, m.in. posła Suskiego, przynależność do obecnie istniejącej UE jest szkodliwa, bo organizacja ta, zamiast Polsce dawać pieniądze, okupuje ją, na co zgody Suskiego nie ma. Suski zamierza walczyć o wyzwolenie Polski spod brukselskiej okupacji, ale łatwo nie będzie, biorąc pod uwagę, że Polska jako członek UE w dużym stopniu okupuje się sama.

Suski jest za tym, żeby Polska przestała siebie gnębić i zrzuciła własne jarzmo. Ale nawet w PiS są tacy, którzy patriotycznego zapału Suskiego nie podzielają, bo uważają, że wyzwolenie się Polski spod własnej okupacji wiązałoby się ze zbyt dużymi stratami finansowymi. Ich zdaniem z dwojga złego lepiej już samemu się okupować W zamian za dużą kasę, niż być wolnym i od okupacji, i od kasy.

O potrzebie zmiany społeczeństwa na inne w Zjednoczonej Prawicy przebąkuje się od dawna. To obecne nie spełnia, niestety, związanych z nim oczekiwań. Rządzący narzekają, że jakość społeczeństwa z roku na rok się pogarsza; rośnie liczba pożytecznych idiotów, a marszałek Terlecki przyznał niedawno, że w galerii handlowej zaczepiała go kretynka.

Wiceminister zdrowia ostrzega z kolei, że Polacy wykształcili w sobie „gen sprzeciwu”, na skutek czego stali się do tego stopnia krnąbrni i „kulturalnie inaczej uwarunkowani”, że wolą umrzeć, niż się zaszczepić na Covid-19. Skutek jest taki, że szczepią się przeważnie ci, którzy nie są do końca Polakami i dlatego popierają opozycję.

Zgadzam się z rządem, że w tej sytuacji wprowadzenie przywilejów dla zaszczepionych to polityczna głupota. Jeśli komuś należą się przywileje, to raczej osobom niezaszczepionym, które po pierwsze, są o wiele bardziej narażone na zgon z powodu koronawirusa, a po drugie popierają PiS. Na razie największym przywilejem dla niezaszczepionych jest to, że rząd traktuje ich tak samo jak zaszczepionych. Rząd liczy na to, że ci, którym uda im się przeżyć, w drodze rewanżu w następnych wyborach zagłosują na PiS, a nie na Konfederację.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 48 (3340), 24.11-30.11.2021