Mizerski na bis

Chodź na religię bo nie dojdziesz do funkcji

Polska młodzież coraz chętniej rezygnuje z religii w szkole, jednak religia nie rezygnuje z tej młodzieży. Dowodem skierowana do uczniów ulotka, w której Archidiecezja Krakowska uprzedza, że nieuczęszczanie na religię może mieć fatalne konsekwencje na przyszłość. „Rezygnując z lekcji religii możesz zostać niedopuszczony/-a do niektórych sakramentów i funkcji w Kościele” ostrzega ulotka, uprzedzając, że niechodzenie na religię spowoduje także poważne braki w edukacji, które w przyszłości uniemożliwią zawarcie kościelnego małżeństwa.

Pismo wywołało niepokój wielu uczniów, rodziców i nauczycieli. „Ta ulotka straszy, zamiast mówić o tym, co w Ewangelii jest najważniejsze, czyli o miłości" - ocenia cytowana przez „Gazetę Wyborczą” dyrektorka jednej z krakowskich podstawówek.

Opinia ta potwierdza, że czasy miłości religii do młodzieży i Vice versa się skończyły. Miłość przeżywa dziś kryzys nie tylko na lekcjach religii, poza tym dla religii są sprawy dużo ważniejsze niż miłość, np. in vitro, aborcja, antykoncepcja, homoseksualizm czy filmy braci Sekielskich o biskupach ukrywających pedofilię w Kościele. Na miłość przyjdzie czas, gdy te problemy zostaną rozwiązane. Nic dziwnego, że skierowana do uczniów ulotka Archidiecezji Krakowskiej o miłości nie mówi, tylko skupia się na uświadomieniu uczniom kłopotów, jakie spowoduje niechodzenie na lekcje religii.

Dla uczniów z mniejszych ośrodków szczegolnie przerażająca jest wspomniana w ulotce perspektywa „niedopuszczenia do niektórych funkcji w Kościele”. Wszyscy wiemy, jak intratne jest w nim sprawowanie różnych funkcji. Szczególnie atrakcyjne są funkcje, takie jak biskup czy kardynał; bycie nimi wiąże się z podróżami do Rzymu, dobrze zaopatrzonym barkiem, a także posiadaniem służby, drogiej limuzyny, posiadłości z ogrodem i stada danieli. Mniej atrakcyjna jest funkcja księdza proboszcza, ale przecież i on ma samochód, gosposię i dochody z tacy, z których spokojnie wyżywi rodzinę, a nawet coś odłoży. W porównaniu z biskupem czy kardynałem to niewiele, ale i tak więcej niż wszystko, na co może liczyć W przyszłości przeciętny licealista w małym mieście.

Dzięki uczęszczaniu na religię możemy w przyszłości liczyć także na objęcie takich funkcji, jak rzecznik episkopatu, prezes Ordo Iuris czy ojciec dyrektor jakiegoś radia lub telewizji. A gdybyśmy się przypadkiem nie nadawali z powodu niskich kwalifikacji intelektualnych, a mielibyśmy donośny głos i silne mięśnie, zawsze możemy zostać prezesem powołanej przez siebie Straży Narodowej lub jakiejś innej i wygodnie żyć z dotacji przyznanej nam przez ministra kultury, sztuki i dziedzictwa narodowego.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 43 (3335), 20.10-26.10.2021