Z życia sferCzas zdrowych i wypoczętychW finansowanym przez instytucje podległe ministrowi kultury manifeście pt. „Unijne plany podboju Polski” Robert Bąkiewicz ostrzega: jesteśmy upokarzani i kolonizowani przez Brukselę i Berlin. Polska ma być „rezerwuarem taniej siły roboczej, w której rządzą niepodzielnie obce koncerny”, a płynące z Zachodu „potoki demoralizujących treści” mają nam przetrącić moralny kręgosłup i zamienić nas w „posłusznych niewolników”. Finansowanie Bąkiewicza rząd tłumaczy „dbałością o pluralizm poglądów”. Przed dojściem PiS do władzy takich poglądów, jakie ma Bąkiewicz, w publicznej debacie nie głoszono. Ponieważ pluralizm na tym cierpiał, PiS po objęciu władzy poglądy Bąkiewicza nagłośnił. Przekazał mu także państwowe pieniądze na nowoczesny sprzęt, za pomocą którego Bąkiewicz może się sam nagłaśniać, zagłuszając przy okazji innych. Minister Gliński pytany, dlaczego podległe mu instytucje przeznaczają państwowe pieniądze na prymitywnych nacjonalistów, takich jak Bąkiewicz, unika odpowiedzi. Osobiście uważam takie pytania za niestosowne; w końcu to prywatna sprawa Glińskiego, kogo sponsorują podległe mu instytucje. Nie chcę Glińskiego bronić, ale może Bąkiewicz mu imponuje? Może Gliński jest umysłowością Bąkiewicza zafascynowany i podziwia go za mówienie i robienie tego, czego on sam, ze względu na posiadaną kulturę osobistą, wykształcenie i tytuł profesora, nie powie i nie zrobi, bo się wstydzi? Nie wykluczam, że dla Glińskiego, członka PAN, Bąkiewicz jest idiotą. Ale bardzo pożytecznym; W końcu nie każdy idiota (a także cham i prostak) jest zdolny do zagłuszenia wiecu opozycji, na którym przemawia bohaterka powstania warszawskiego i śpiewa się Mazurka Dąbrowskiego. Uważam, że jeśli Bąkiewiczowi da się więcej pieniędzy, będzie jeszcze bardziej pożyteczny. Zagłuszy i zakrzyczy nie tylko wiece opozycji, ale także protesty płacowe służby zdrowia i innych grup zawodowych. A doposażony w pałki i paralizatory w zastępstwie policji mógłby ochraniać nie tylko kościoły, ale także pomnik smoleński i posesję prezesa PiS. Przy okazji mógłby spuszczać łomot Obywatelom RP i nauczyć rozumu emerytkę zwaną babcią Kasią, którą policja prześladuje tak nieudolnie, że kobieta wciąż chodzi i uczestniczy w antypisowskich protestach. Gdybym był ministrem Kamińskim, rzuciłbym Bąkiewicza i jego ludzi na granicę z Białorusią, gdzie poradziłby sobie z napływem uchodźców skuteczniej niż wojsko i straż graniczna. Prezes Kaczyński na niedawnej konferencji prasowej poświęconej ustawie „o obronie ojczyzny” wyglądał na znużonego. Może najwyższy czas, żeby obronę ojczyzny powierzyć ludziom zdrowym i wypoczętym, takim jak Bąkiewicz. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 46 (3338), 9.11-16.11.2021 |