Z życia sferCzy Czarnek jest normalnyZagadka dwóch różnych butów, które Jarosław Kaczyński miał na zjeździe założycielskim partii Republikanie, została naukowo wyjaśniona. Ustałono, że oba buty były jednakowe, a temu, że telewidzowie widzieli dwa różne, winne jest złudzenie optyczne. Tym samym upadają spiskowe teorie, że Kaczyński miał buty nie do pary na skutek pogłębiającej się demencji albo niedopatrzenía zakładającego mu obuwie ochroniarza, albo cyberataku przeprowadzonego z terytorium Rosji. Fałszywa okazała się też hipoteza, że za podsunięcie prezesowi dwóch różnych butów odpowiadają siły, które wcześniej próbowały ośmieszyć go filmem poświęconym jego działalności opozycyjnej. Nie wiem, czy służby ministra Kamińskiego nie powinny zbadać, dlaczego Jarosław Kaczyński jest zawsze szczególnie mocno poszkodowany przez złudzenia optyczne i kto za tym stoi. Chociaż i innych polityków obozu władzy złudzenia optyczne nie oszczędzają. Miejmy nadzieję, że niezbyt mądre miny, jakie Andrzej Duda robi przed kamerą, to skutek takiego złudzenia. W każdym razie to, co Duda mówi, nie pozostawia żadnych złudzeń. Minister edukacji Przemysław Czarnek niestety nie jest złudzeniem optycznym, ale istnieje naprawdę i idzie do przodu jak spocony dzik. Z tym że oczywiście dziki są nieco subtelniejsze i robią wrażenie bardziej ludzkich, a jeśli komuś wydają się straszne, to na pewno nie tak straszne jak Czarnek. Nic dziwnego, że dzieci się Czarnka boją, zwłaszcza te nieheteronormatywne, mające kłopoty z własną tożsamością płciową; krótko mówiąc - nienormalne i wymagające intensywnej reedukacji. Intensywnej pracy zdaniem Czarnka wymagają też dorośli, którzy zamiast ubierać się i zaspokajać seksualnie w normalny, zdrowy sposób (takjak dziki), robią to w sposób chory, co przez Czarnka jako katolika jest nie do zaakceptowania. Czy straszący dzieci i publicznie wzywający do normalnego seksualnego zaspokajania się Czarnek jest normalny, trudno powiedzieć. Jego zwolennicy podkreślają, że troska o normalność polskich dzieci jest u Czarnka zrozumiała, gdyż dzieci te wykorzystuje się do obrzydliwych rzeczy. Małopolska kurator oświaty ustaliła, że w szkole w miejscowości Dobczyce miało np. miejsce „haniebne wykorzystywanie dzieci do celów politycznych”. Doszło do tego podczas imprezy, na której grupa sędziów i prokuratorów, w biały dzień i na oczach rodziców, rozdawała tym dzieciom egzemplarze polskiej konstytucji. Kurator zapowiedziała kontrolę i postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Jej zdaniem szerzenie wśród nieletnich znajomości konstytucji na razie jeszcze nie jest niezgodne z prawem, ale na pewno jest niezgodne z polityką rządu i obecnie obowiązującą podstawą programową. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 27 (3319), 30.06-6.07.2021 |