Z życia sfer

Czy demokracja ma sens

PiS niszczy polską demokrację, ale trudno się temu dziwić, bo zdaniem niektórych ta demokracja jest trochę bez sensu. Weźmy niedawne wybory na prezydenta Rzeszowa; niesłusznie wygrane przez kandydata opozycji Konrada Fijołka, mimo że – jak przypomniał premier Mateusz Morawíecki – Fijołek otrzymał mniej głosów niż w wyborach w 2018 r. prezydent Ferenc, którego wtedy także popierała opozycja, a który teraz, jak wiadomo, poparł kandydata Solidarnej Polski Marcina Warchoła.

W opinii Morawieckiego to wyraźny dowód, że opozycja słabnie. Zgadzam się z premierem, że w tej sytuacji wygrana się Fijołkowi nie należy i jedynym rozwiązaniem zgodnym z duchem takiej demokracji, jaką szanuje partia rządząca, byłoby ogłoszenie przegranej kandydata opozycji. Prawda jest taka, że wygrał Ferenc, ale ponieważ nie startował, wygrana należy się Warchołowi, który zapewnia, że Ferenc przekazał mu głosy swoich wyborców z 2018 r.

Z punktu widzenia czystej arytmetyki to przesądzałoby sprawę, gdyby nie fakt, że wyborcy, których Ferenc przekazał Warchołowi, z niewiadomego powodu zagłosowali na Fijołka. Ponieważ jednak głosy Ferenca się Fijołkowi nie należały, bo ich od Ferenca nie dostał, uważam, że nie powinny być mu zaliczone, i w tej sytuacji wybory powinna zasłużenie wygrać kandydatka PiS, która głosów od Ferenca nie musiała dostawać, bo miała wystarczająco dużo swoich.

Niestety, wyborów w Rzeszowie nie organizował minister Sasin i regulamin był, jaki był. Nic dziwnego, że kandydatka PiS nie wygrała, a prezydentem Rzeszowa, dzięki głosom, które Ferenc przekazał Warchołowi, został Fijołek. Ten prymitywny przekręt pokazuje, że może Trybunał Julii Przyłębskiej powinien przyjrzeć się zasadzie, że wybory zawsze wygrywa kandydat, który otrzymał najwięcej głosów, i zbadać, czy ta zasada jest zgodna z konstytucją. W końcu nie po to konstytucyjny rząd Morawíeckiego angażuje się w wybory i przeznacza na promocje swoich kandydatów miliony państwowych pieniędzy, żeby potem wyniki były wypaczane przez taką, a nie inną liczbę głosów oddanych na poszczególnych kandydatów.

Przy okazji wyborów w Rzeszowie okazało się, że skuteczność PiS w przekonywaniu Polaków do lansowanego przez prezesa Kaczyńskiego poglądu, że „białe jest czarne, a czarne jest białe”, wyczerpała się. Aby Polacy w to uwierzyli, potrzeba prawdziwego artysty; może dlatego Kaczyński sięgnął po piosenkarza Pawła Kukiza, zapewniając, że jego „sprawność w przekonywaniu społeczeństwa jest niezwykła&rdquo. Do tego, że jest poważnym politykiem, Kukiz wciąż społeczeństwa nie przekonał, ale prezes liczy, że uda mu się przekonać kogoś przynajmniej do tego, że w duecie z PiS uratuje polską demokrację.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 26 (3318), 23.06-29.06.2021