Z życia sfer

Czy fala dziennikarzy zaleje uchodzców

Nasilają się agresywne poczynania, których celem jest pomijanie Polski w różnych sprawach. Komisja Europejska, nie mając akceptacji polskiego rządu, usiłuje pomagać Polsce w konflikcie na granicy. Angela Merkel próbuje za plecami Polski rozwiązać ten konflikt w rozmowie z Putinem. Władze Monachium, nie pytając Polski o zgodę, pragną przyjąć wszystkich koczujących na naszej granicy. A w internecie pojawiły się mapy sugerujące uchodźcom nową, lepszą trasę do Niemiec przez Ukrainę, z pominięciem Polski.

Zachęcanie uchodźców do pominięcia Polski uważam za działanie prowokacyjne i zamach na naszą podmiotowość. Miejmy nadzieję, że Polska pominąć się nie da, bo zgadzam się z rządem, że zniknięcíe uchodźców z granicy nie leży w jego interesie. Szturmujący polską granicę uchodźcy przynoszą temu rządowi zbyt wiele politycznych korzyści, żeby rząd się spokojnie przyglądał, jak są oni przerzucani do Niemiec z pominięciem Polski.

Zníknięcie uchodźców doprowadziłoby do dramatu: premier nie mógłby wygłaszać w Sejmie patriotyczno-patetycznych przemówień i dziękować za uratowanie kraju prezesowi PiS. Musiałby za to tłumaczyć się z rosnącej inflacji, drożyzny i bezczynności w sprawie pandemii. Taka sytuacja mocno osłabiłaby rząd, a wiadomo, że wróg wewnętrzny oraz wrogowie zewnętrzni ze Wschodu i z Zachodu tylko na to czekają.

Największym zagrożeniem dla państwa jest, w ocenie rządu, obecność na granicy dziennikarzy i organizacji pomocowych. Aby powstrzymać napływającą falę reporterów i ekip filmowych, na terenach przygranicznych trzeba było wprowadzić stan wyjątkowy. Wobec nielegalnie przedostających się na granicę lekarzy i przedstawicieli mediów zastosowano push-backi, najbardziej upartym uszkadzane są samochody i spuszczane jest powietrze z kół.

Na skutek zdecydowanych działań wojska, policji i straży granicznej społeczeństwo mogło odetchnąć, bo nie jest niepotrzebnie informowane o szczegółach ich działań. Na tereny przygraniczne wrócił spokój; nie słychać o żadnych przypadkach złego traktowania uchodźców, odmawiania im pomocy humanitarnej czy brutalnego wypychania na Białoruś. Niestety rząd obawia się, że gdy tylko stan wyjątkowy się skończy i dziennikarze na granicę wrócą, sytuacja znowu się pogorszy.

Być może skutecznym wyjściem byłyby zasieki z drutu kolczastego, uniemożliwiające dziennikarzom i medykom przedostawanie się z głębi kraju na pas przygraniczny. Jak wiadomo, jedne zasieki już istnieją, niestety w pośpiechu wzniesiono je w niewłaściwym miejscu - tuż przy granicy. Wszystko na skutek błędnego przekonania, że przebywający na tej granicy uchodźcy są dla państwa większym zagrożeniem niż dziennikarze.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 47 (3339), 17.11-23.11.2021