Z życia sfer

Damski kocioł

Wszyscy się zastanawiają, co się dzieje z polskimi kobietami. Brutalne zajścia z ich udziałem budzą coraz większy niepokój. Podczas niedawnej manifestacji w Warszawie tłum kobiet usiłował rozpędzić zwarte oddziały policji gromadzące się wokół ronda Dmowskiego. Z kolei policjanci zgromadzeni na ulicy Marszałkowskiej zostali przez kobiety otoczeni i wzięci w kocioł. Uzbrojeni w pałki i miotacze gazu funkcjonariusze bronili się dzielnie i mimo presji protestujących odmówili rozejścia się. Zdaniem rządu funkcjonariusze wyszli na ulicę w obronie swoich konstytucyjnych praw do rozpędzania nielegalnych demonstracji. Niestety, demonstrujące kobiety swoim zachowaniem brutalnie uniemożliwiły im rozpędzenie siebie, a podejmując czynności wobec policjantów, nawet się im nie przedstawiały. Doprowadziło to do eskalacji konfliktu i powstania zagrożenia dla zdrowia policjantów, którzy – zmuszeni do użycia pałek i pojemników z gazem – mogli wyrządzić sobie dużą krzywdę.

Część mediów broni policji, podkreślając, że jej żywiołowe poczynania w przeciwieństwie do akcji kobiet nie miały znamion akcji zorganizowanej. To, że niektóre działania policji trudno racjonalnie wytłumaczyć, nie dziwi, ponieważ do dziś nie udało się ustalić, kto i w czyim imieniu faktycznie tymi działaniami kierował. Z informacji dziennikarzy i nagrań pochodzących z Sali Operacji Policyjnych wynika, że formalnie odpowiedzialny był zastępca komendanta stołecznego, ale podobno polecenia wydawał osobiście komendant stołeczny. Niewykluczony jest także współudział komendanta głównego i kilku innych funkcjonariuszy, których nazwisk do tej pory nie ustalono.

Z ustaleń policji wynika, że protestujące kobiety dopuściły się naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy poprzez machanie im przed oczami legitymacjami poselskimi i dziennikarskimi. Nic dziwnego, że spanikowani policjanci (wielu z nich takie legitymacje widziało pierwszy raz w życiu) zareagowali użyciem miotacza gazu. Posłanka Nowacka upiera się, że została przez policjanta psiknięta gazem bez powodu, ale na filmie wyraźnie widać, że to ona zaczęła, pokazując legitymację, czym tak przestraszyła policjanta, że musiał się bronić gazem, w wyniku czego oskarżono go o dokonanie ataku, chociaż faktycznie był ofiarą.

Po stronie policji poszkodowanych jest zresztą więcej. Jeden z nich – rzecznik Ciarka – wystąpił w TVN24, wywołując smutek i przygnębienie. Słuchając występu Ciarki, każdy mógł zobaczyć, do jakiego stanu umysłu doprowadziły niektórych policjantów agresywne wystąpienia kobiet. Nie mam wątpliwości, że Ciarce należą się ze strony kobiet jakieś przeprosiny, a także obietnica pomocy na wypadek, gdyby w wyniku poniesionych szkód niedługo przestał się nadawać do pełnienia służby w policji.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 50 (3291), 9.12–15.12.2020