Mizerski na bisDopaść BabcięTegoroczny Marsz Niepodległości był porażką policji, ale nie zapominajmy, że policja ma na swoim koncie także sukcesy. Choćby wytropienie i ujęcie kilkanaście dni temu owładniętej antypisowską obsesją emerytki Katarzyny Augustynek pseudo Polska Babcia. Nie oszukujmy się: mało kto oczekiwał, że 10 listopada o 8 rano w środku miasta i na oczach rodziców spacerujących z dziećmi policja odważy się podjąć akcję przeciwko Babci. I że nie zawaha się dopaść Babcię, gdy tak jak inni będzie spacerowała Krakowskim Przedmieściem, udając, że niczego nie planuje, chociaż policja doskonale wiedziała, że planuje udać się na plac Piłsudskiego, na którym prezes Kaczyński składał właśnie kwiaty z okazji miesięcznicy smoleńskiej. Okrążona przez policję Babcia próbowała przecisnąć się między funkcjonariuszami, odmawiając wylegitymowania się i kategorycznie żądając podania powodu interwencji, który nie był funkcjonariuszom znany, w wyniku czego doszło do przepychanek, a w ich trakcie do zamachu na policję przy użyciu torebki, w którą Babcia była uzbrojona. Zamach był tak silny, że kobieta aż upadła na chodnik, zaś przeważające siły policji pochwyciły ją za ręce i nogi, wrzuciły do radiowozu i zawiozły na komisariat przy Wilczej, na którym – jak poinformowało Oko.press – Babci zarzucono „naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza na służbie, za co grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat trzech”. Konieczność interwencji policja tłumaczy tym, że zatrzymana Augustynek jest jej dobrze znana jako współzałożycielka ruchu Polskie Babcie – agresywnej organizacji rencistek i emerytek o zabarwieniu prodemokratycznym. Dodatkowo na jej niekorzyść przemawia fakt, że działała w warunkach recydywy, gdyż podczas miesięcznicy miesiąc wcześniej usiłowała przejść na drugą stronę ulicy Krakowskie Przedmieście, tłumacząc naiwnie, że inni też przechodzą. A gdy policja jej to uniemożliwiła, utrudniała interwencję, nie przyjmując tłumaczeń funkcjonariuszy, że inni mogą przejść, a ona nie, oraz usiłując bez zgody funkcjonariuszy opuścić miejsce interwencji. Dziwię się oczywiście, jak to możliwe, że 10 listopada zaledwie pięciu policjantów potrafiło dopaść i unieszkodliwić inteligentną, w pełni sprawną umysłowo Katarzynę Augustynek ps. Polska Babcia, a dzień później zwarte i nowocześnie uzbrojone oddziały nie poradziły sobie z nietrzeźwym tłumem, który w ogóle nie robił wrażenia sprawnego umysłowo. I dochodzę do wniosku, że do awantur na Marszu Niepodległości nie doszłoby, gdyby wobec jego uczestników policja zastosowała tę samą skuteczną taktykę, co wobec Polskiej Babci, tzn. zamiast czekać, aż wydarzy się najgorsze, zwinęła wszystkich już przy pierwszej próbie przejścia na drugą stronę ulicy. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 47 (3288), 18.11–24.11.2020 |