Mizerski na bis

Dramat wiceministra

Wiceminister Norbert Kaczmarczyk ma do Donalda Tuska pretensje o to, że z powodu polityki prowadzonej w latach 90. przez niego i Balcerowicza nie ma już polskich producentów ciągników. Skutek tej polityki jest taki, że Kaczmarczyk nie miał wyboru i zamiast taniego polskiego ciągnika w prezencie ślubnym musiał otrzymać od brata amerykański traktor John Deere 8R 340 za 1,5 mln zł.

Taki drogi prezent to dramat nie tylko wiceministra, ale przede wszystkim jego brata, który traktor za półtorej bańki będzie musiał spłacać. Przy okazji wyszło na jaw, że w wyniku antypolskiej i antyciągnikowej polityki Tuska i Balcerowicza amerykańskie cacko, które Kaczmarczyk i jego żona myśleli, że dostali w prezencie, jest wciąż własnością brata i wszystko wskazuje na to, że tak zostanie.

Nie wiem, czy to, że brat dał ministrowi prezent, który mimo to nadal będzie jego własnością, nie jest trochę nie fair. Ale z drugiej strony, gdyby Tusk i Balcerowicz nie zlikwidowali produkcji polskich traktorów, do tej nieprzyjemnej sytuacji by nie doszło; Kaczmarczyk z pewnością dostałby taki traktor w prezencie ślubnym, a za zaoszczędzone pieniądze brat mógłby mu np. dorzucić polski kombajn lub glebozgryzarkę (pod warunkiem że Tusk z Balcerowiczem nie zdążyli doprowadzić do bankructwa ich producentów).

Miejmy nadzieję, że polityka Tuska i Balcerowicza nie zrujnuje relacji brata wiceministra Kaczmarczyka z nim i jego nową żoną. I że brat w prezencie da Kaczmarczykowi pojeździć sprezentowanym mu traktorem, a może nawet pozwoli mu przewieźć Zbigniewa Ziobrę i kolegów z Solidarnej Polski. Co nie zmienia faktu, że dramatowi Kaczmarczyków winny jest Tusk, dlatego nie dziwi mnie wezwanie katolickiego publicysty TVP i tygodnika „Sieci” Roberta Tekielego do „odstrzelenia” tego szkodnika.

Spodziewam się, że z miejsca poprawiłoby to nie tylko samopoczucie wiceministra, ale i nastroje na polskiej wsi, a przy okazji umożliwiłoby wznowienie produkcji polskich ciągników. Skończyłby się też obserwowany przez nas od miesięcy dramat „Wiadomości” TVP, które zmuszone są poświęcać Tuskowi mnóstwo cennego czasu, zamiast poświęcić go ważniejszym tematom, np. dokonaniom Kaczmarczyka i rządu, w którym jest wiceministrem.

Niektórzy zarzucają publicyście, że wzywanie do odstrzelenia trochę kłóci się z chrześcijańskimi wartościami, ale Tekieli tłumaczy, że jego słowa trzeba rozumieć metaforycznie. Nie wiem tylko, dlaczego Tekieli upiera się, żeby odstrzału dokonać trzy miesiące przed wyborami. W PiS panuje przekonanie, że najlepiej zrobić to już teraz, zanim Tuskowi uda się zupełnie wyprowadzić z równowagi prezesa Kaczyńskiego, a wyrządzone w ten sposób szkody będą nie do naprawienia.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 36 (3379), 31.08-6.09.2022