Dysząca grupa z celownikami

Prawica żyje dramatem Elżbiety Witek, która zdaniem prezesa PiS „została niezwykle bezczelnie obrażona”, gdyż nie wybrano jej na wicemarszałkinię Sejmu. „To skandal, nie na tym polega demokracja” poucza była minister pracy Marlena Maląg, która razem z kolegami z PiS przez osiem lat konsekwentnie pokazywała opozycji, na czym polega demokracja, ale najwyraźniej niczego to opozycji nie nauczyło.

„To nas bulwersuje jako parlamentarzystów, jako PiS, ale przede wszystkim jako kobiety” – oburza się Maląg, przypominając obietnice demokratycznej opozycji, że „będzie troszczyła się o kobiety”. Tymczasem jak opozycja troszczy się o taką kobietę jak Witek? Jak reaguje na żądania prezesa PiS, żeby dać jej funkcję wicemarszałka, bo to dobra kobieta, zasłużona dla partii, chętnie i stanowczo unieważniająca przegrane przez PiS głosowania i przeprowadzająca niezbędne reasumpcje, a następnie z anielską cierpliwością znosząca chamskie ataki opozycji wywołane jej decyzjami.

Marszałek Hołownia zapewnił, że miejsce, na które nie wybrano Witek, będzie czekało na innego przedstawiciela PiS, co zirytowało posła tej partii Piotra Kaletę. „To bezczelna wypowiedź bezczelnego człowieka” – ocenił Kaleta, w opinii którego czekanie tego miejsca obraża jego, Elżbietę Witek i wszystkich wyborców PiS.

Opisując krzywdę wyrządzoną Witek przez bestialski czyn sejmowej większości, Michał Karnowski mówi wprost o „dyszącej żądzą politycznej zemsty grupie facetów”, która „wzięła na celownik dzielną kobietę z klasą”. Karnowski nie podaje nazwisk i moim zdaniem robi błąd; należy je upublicznić, zanim ci odchyleńcy zaatakują inne posłanki PiS i wydyszą im coś do ucha. Wiadomo, jak czuje się kobieta, w obecności której grupa facetów dyszy z wycelowanymi celownikami, dlatego dobrze, że Karnowski sprawę poruszył. Miejmy nadzieję, że w kolejnych tekstach ujawni przynależność partyjną napastników, a Mateusz Morawiecki w uznaniu zasług i klasy Witek zaproponuje jej wejście do tworzonego przez siebie rządu.

Ma w tej sytuacji rację Jarosław Kaczyński, mówiąc, że krzywdziciele dzielnej Elżbiety Witek to ludzie „z kultury niższej”, w przeciwieństwie do niej – osoby „z innej kultury, tej wyższej”. Domyślamy się, że chodzi tu o kulturę pisowską, tę samą, której ministrem był do niedawna Piotr Gliński i której doskonałym uosobieniem jest Przemysław Czarnek, polityk mający w sobie tyle kultury, że aż mu się ulewa. Obu można wiele zarzucić, ale z pewnością nie to, że pozwoliliby sobie na dyszenie w obecności kobiety.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 48 (3441), 22.11.2023