Hołownia i czwarta droga

Wszyscy trzymają kciuki, żeby marszałek Szymon Hołownia dostał pracę w ONZ. Kibicowanie Hołowni zjednoczyło rozmaite środowiska; politycy, którzy do tej pory w niczym się ze sobą nie zgadzali, zgadzają się co do tego, że praca na wysokim stanowisku w ONZ Hołowni jako Polakowi się należy.

Za tym, żeby Hołownia na to stanowisko kandydował, opowiada się 17,6 proc. ankietowanych Polaków. W zestawieniu z poparciem uzyskanym przez niego w wyborach prezydenckich to wynik imponujący. Hołownię solidarnie popierają: rządząca koalicja, opozycja i prezydent RP. Do negocjacji w sprawie pracy dla Hołowni włączył się prezes Kaczyński, osobiście spotykając się z Hołownią w mieszkaniu europosła Bielana.

Za nową pracą dla marszałka jest MSZ i wielu ministrów rządu Tuska. Wprawdzie wśród 58 priorytetów ogłoszonych niedawno przez ten rząd sprawa pracy dla Hołowni się nie znalazła, ale ministrowie zapewniają, że Hołowni kibicują.

Skupienie tylu środowisk wokół swojego nowego projektu to być może największy polityczny sukces Hołowni. Mimo to ocenia się, że zdobyć pracę w ONZ będzie mu trudniej, niż astronaucie Sławoszowi polecieć w kosmos i szczęśliwie wrócić na Ziemię. Niedawno Hołownia powrócił na ziemię po nieudanej misji zostania prezydentem, ale nie był to powrót szczęśliwy. Lądowanie było twarde, ziemska atmosfera – przygnębiająca i pozbawiona tlenu. W dodatku nikt nie czekał z kwiatami.

Gdy Hołownia jest przez polityków od prawa do lewa chwalony za to, że szuka pracy, poseł KO Franciszek Sterczewski jest krytykowany za to, że zamiast pracować, udał się na wypoczynkową antyizraelską misję w ramach flotylli płynącej na pomoc Strefie Gazy.

„To nie była misja. To były wakacje” – oburzali się w telewizji ministrowie Siemoniak i Grabiec, partyjni koledzy Sterczewskiego. Fakt, że Sterczewski sobie żegluje, a może również się opala, kojarzy im się jednoznacznie. Tragedia w Strefie Gazy, powiadają, wymaga powagi, a nie działań Sterczewskiego, które tej tragedii odbierają wymiar tragedii.

Zgadzam się, że może gdyby Sterczewski potraktował sprawę poważniej i razem z jachtem zatonął, zaginął bez wieści na morzu albo w izraelskim więzieniu, dałoby się jego zachowanie zaakceptować. Niestety, fakty są takie, że nic mu się nie stało i po powrocie udziela jednego wywiadu po drugim, co mocno go kompromituje. Dlatego nie dziwię się karze 800 zł, którą nałożyła na Sterczewskiego jego partia. Miejmy nadzieję, że odechce mu się lansowania i opalania, i tak jak Szymon Hołownia zacznie wreszcie myśleć o pracy.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 42 (3536), 15.10.2025