Z życia sfer

Konstrukcje i rekonstrukcje

Łuk triumfalny nad Wisłą, muzeum w Ossowie, pomnik przy placu Na Rozdrożu - tego wszystkiego z okazji 100-lecia Bitwy Warszawskiej nie udało się zrealizować. Zamiast kosztownych i skomplikowanych konstrukcji rząd sięgnął więc po modną i popularną ideę rekonstrukcji historycznych. Były już pokazy łapanek, gwałtów i rozstrzeliwania z okresu okupacji, przyszedł czas na zabijanie bolszewików na Stadionie Narodowym. Weryzm sytuacji zostanie podkreślony przez udział koni, strzały oraz bitewne jęki, chociaż widzowie zapewne nie zobaczą, w jak nędznych łachmanach walczyli w 1920 r. żołnierze, a odgrywający Józefa Piłsudskiego aktor zachowa przednie zęby, których pozbawili Marszałka carscy żołnierze.

Kolejny raz zaskoczymy naszych gości. Tu, na płycie boiska, powstanie olbrzymia scena. Po jednej i drugiej stronie powstaną okopy - polskie i bolszewickie - obwieściła z dumą Marzena Małek, członek zarządu PL.2012+, spółki zarządzającej stadionem PGE Narodowym. - Realizując to wydarzenie, chcieliśmy przekazać, iż historia nie jest czymś dalekim i odległym. Chcieliśmy połączyć w tym widowisku przeszłość z teraźniejszością. (…) Myślę, że będzie to widowisko na miarę XXI w., na miarę stulecia Bitwy Warszawskiej”. Niewątpliwie formą łączenia „przeszłości z teraźniejszością” byłoby wykorzystanie efektów specjalnych, których ma w tym multimedialnym widowisku nie zabraknąć. Nie stanowi dziś wielkiego problemu wyświetlenie hologramu Matki Boskiej, która (jak jeszcze dwa lata temu wierzyła ponad połowa ankietowanych Polaków) przez ukazanie się na nieboskłonie ingerowała w przebieg bitwy na naszą rzecz. Dzisiaj nawet grający bolszewików statyści z przyjemnością i zachwytem dadzą się przestraszyć boską interwencją.

Choć dużo bardziej realnym łącznikiem z przeszłością jest pandemia. Wtedy wszyscy wiedzieli o śmiertelnym żniwie hiszpanki, dziś covid nie jest tak przerażający, ale - zapewniała pani Małek - „bardzo skupiliśmy się na tym, aby zachować dystans społeczny. Widownia nie będzie tak liczna”. Niemniej, biorąc pod uwagę ostatnie dane o zakażeniach, gromadzenie w niecce stadionu po 10 tys. widzów (miejsca dla VIP-ów na 15 sierpnia już wykupione, ale zaplanowano jeszcze cztery pokazy) wydaje się równie mądre jak przedwyborcze słowa premiera o epidemii, która już ustępuje. Swoją drogą ciekawe, czy rekonstruktorzy zadbają o maseczki i dystans społeczny w okopach i w czasie starcia, czy też w imię historycznej prawdy gotowi będą zaryzykować zarażenie się koronawirusem.

Za wszystko (choć nie za zachorowania) zapłacą spółki Skarbu Państwa, nadzorowane przez wicepremiera Jacka Sasina. Jeśli coś pójdzie nie tak, sam stanie się bohaterem rekonstrukcji, przed czym nie ocalą go najgłębsze okopy Stadionu Narodowego ani sama Matka Boska.

REDAKTOR ZASTĘPCZY J K


© POLITYKA nr33 (3274), 12.08-18.08.2020