Z życia sferKot może zostaćW samym środku szalejącej pandemii prezes Kaczyński wezwał członków PiS do obrony kościołów przed kobietami, które chcą doprowadzić do likwidacji narodu polskiego. Zdaniem opozycji dowodzi to ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia prezesa, jeśli idzie o rządzenie krajem co może stanowić przesłankę do jego usunięcia. Zwolennicy partii rządzącej tłumaczą, że widocznie prezes miał gorszy dzień, o czym świadczy fakt, że podczas przemówienia posapywał i pomlaskiwał. Poza tym miał prawo być zdenerwowany, bo kobiety mocno przeginają, wykrzykując brzydkie wyrazy i zakłócając ciszę w kościołach, w których być może modlą się ich matki oraz księża, którzy mogliby być ich ojcami, i niejednokrotnie są, i choćby z tego powodu należy im się szacunek. Niska kultura protestujących, a także spowodowana życiowym wygodnictwem niechęć do rodzenia trwale uszkodzonych płodów jest dla rządzących nie do przyjęcia. Na ich tle bardzo korzystne wrażenie zrobiły ubrane schludnie i na biało posłanki PiS, które w ramach solidarności z moralno-polityczną linią prezesa na konferencji prasowej dały do zrozumienia, że w obronie życia poczętego oraz wyroku Trybunału magister Przyłębskiej nie cofną się przed urodzeniem tylu trwale uszkodzonych płodów, ile będzie trzeba. Ich zdaniem dobro poszczególnej kobiety jest ważne, ale dobro życia – jeszcze ważniejsze, nawet jeśli będzie to życie martwe. Po dramatycznym wystąpieniu prezesa PiS wielu Polaków nie wie, czy ma bronić kobiet, czy kościołów. Większość opowiada się za kobietami, gdyż są niezbędne dla dalszego istnienia narodu. Jednak w opinii prezesa i jego zwolenników ważniejsze dla polskiego narodu są kościoły. To one od wieków są źródłem polskości, podczas gdy kobiety są tylko źródłem aborcji, rozwiązłości, wulgarnego słownictwa i ulicznych protestów, w trakcie których często dochodzi do skandalicznych incydentów. W Tarnowie doszło do tego, że jeden z protestujących podziękował policji za jej zachowanie, a tłum wyraził wolę spontanicznego zbliżenia z funkcjonariuszami, skandując, że „zawsze i wszędzie policja kochana będzie”. Szef MSWiA zapowiada, że policjanci na takie propozycje będą reagowali zdecydowanie. Według mnie prowokacyjne oferty podnieconego tłumu pod adresem funkcjonariuszy mogą świadczyć o tym, ze manifestanci spuszczają z tonu í są skłonni do kompromisu z władzą. Potwierdza to zresztą wymalowane na kartonach hasło głoszące, że wprawdzie prezes ma wypierdalać, ale kot może zostać. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 45 (3286), 4.11–8.11.2020 |