Marszałek Hołownia zagrywa ręką

Propisowscy publicyści ostrzegają: Wolni Polacy muszą pozostać zmobilizowani, trzeba się przeciwstawić próbom narzucania Wolnym Polakom czegokolwiek. Że mobilizacja jest konieczna, pokazały obchody Święta Niepodległości, w trakcie których marszałek Sejmu Szymon Hołownia narzucał się zebranym przed Grobem Nieznanego Żołnierza Polakom, próbując podawać im rękę i prowokując w ten sposób do tego, żeby i oni mu podali.

„Niech pan tu podejdzie, niech pan ma odwagę podać mi rękę” – zachęcał zdesperowany marszałek, przekonując, że „nie możemy się nienawidzić pod biało-czerwoną”. Ale grupka Wolnych Polaków się nie ugięła i – jak zawsze w trudnych dla narodu chwilach – okazała solidarność oraz wierność określonym wartościom i go wybuczała, a także nie wzięła od niego kotylionów, mimo że były za darmo.

W tych dniach środowisko Wolnych Polaków zaniepokoiła informacja o planach demoralizowania polskich uczniów poprzez wprowadzenie nowego przedmiotu – edukacji zdrowotnej. Narzucenie uczniom zajęć zmierzających do poprawy stanu ich zdrowia wywołało ostre protesty rodziców, którzy na takie praktyki się nie godzą, bo dzięki prawicowym portalom doskonale się orientują, komu i do czego one służą.

„Nie pozwolimy wydać naszych dzieci na pastwę rządowej seksualizacji” – ostrzegają rodzice skupieni w ruchu Stop Seksualizacji Naszych Dzieci. I twierdzą, że polska szkoła jako placówka edukacyjna i wychowawcza w jej dotychczasowym kształcie „ma przestać istnieć”. Niestety, nie wyjaśniają, jak miałaby wyglądać placówka, która tę placówkę zastąpi, i jakich przedmiotów nie powinno się w niej nauczać. Boję się, że rezygnacja z edukacji zdrowotnej może nie wystarczyć; nie ma żadnych gwarancji, że brak tej edukacji spowoduje, że uczniowie będą już zupełnie zdrowi.

Uważam, że w tej sytuacji rodzice z ruchu Stop Seksualizacji Naszych Dzieci powinni rozważyć także rezygnację z kilku innych przedmiotów, np. fizyki, chemii i matematyki. Wiadomo, są to trudne przedmioty i większość rodziców z uwagi na to, że niewiele z nich rozumie, nie jest w stanie ocenić, czy ich nauczanie nie szkodzi dzieciom tak samo jak edukacja zdrowotna. Dyskusyjna jest też sprawa wuefu, w trakcie którego rozebrani do rosołu uczniowie gimnastykują się na oczach nauczycieli. Jeśli już wuef ma pozostać, to zgadzam się z tymi, którzy postulują, aby w trosce o bezpieczeństwo uczniów prowadzenie zajęć powierzyć księżom i katechetom.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 48 (3491), 20.11.2024