Mniej życzliwości, więcej salcesonu

Olimpiada w Paryżu okazała się spektakularną katastrofą nie tylko z powodu brudnej wody w Sekwanie i niskiej jakości materiałów, z jakich były wykonane medale. Według Jarosława Kaczyńskiego ta olimpiada od samego otwarcia była „absolutnym skandalem i intensywną ilustracją postępującego rozkładu moralnego elit Zachodu, w tym elit francuskich”.

Co do tych ostatnich i tak nie mieliśmy złudzeń, zważywszy na upodobanie do spożywania gnijących serów i na działalność przedstawicieli tych elit, takich jak osławiony markiz de Sade czy artyści wykonujący niemieszczące się w chrześcijańskiej kulturze Zachodu piosenki pełne posapywań i postękiwań, takie jak słynne „Je t’aime… moi non plus”. Nie wiem, czy redaktor Babiarz ten utwór słyszał – mam nadzieję, że nie, bo jako osoba obdarzona chrześcijańską wrażliwością muzyczną musiałby przyznać, że przy tych postękiwaniach (niestety domyślamy się, czym wywołanych) lansowany przez Lennona świat bez nieba, religii i narodów to mały pikuś.

Razem z Kaczyńskim i innymi politykami PiS zastanawiam się, czy jako Polacy po to uczyliśmy francuskie elity jeść widelcem, żeby teraz obleśnie postękiwały i obrażały Chrystusa na olimpiadzie? Pewnie lepiej byłoby niczego ich nie uczyć, chociaż znając skłonność tych elit do upadku, podejrzewam, że stoczyłyby się nawet, gdyby nie znały widelca i jadły rękami. Tak czy inaczej, skutki ich rozkładu mogą być dla ludzkości katastrofalne.

„To coś, co może zagrozić przyszłości najbardziej życzliwej w dziejach świata cywilizacji chrześcijańskiej” ostrzega Kaczyński. Przez 2 tys. lat świat doświadczył ze strony tej cywilizacji wiele życzliwości, ale patrząc na to, co się ze światem dzieje, trudno oprzeć się wrażeniu, że może powinna być odrobinę surowsza, żeby świat bardziej ją popamiętał?

Dobra nowina jest taka, że w Polsce życzliwość wysokich funkcjonariuszy tej cywilizacji wobec elit promujących bezbożność i życie oparte na zabawie i seksualnym wyuzdaniu jest już na wyczerpaniu. W zabawie nie ma rzecz jasna niczego złego, polscy księża i biskupi, gdy nadarzy się okazja, także potrafią się bawić, o czym świadczą medialne opisy orgii urządzanych na plebaniach. Ale jest czas orgii i czas modlitwy, bo – jak ostrzega dyr. T. Rydzyk – diabeł nie śpi, „on jest sprytny, również w Polsce”. I jest obawa, że samą życzliwością się tego spryciarza z Polski nie wypędzi, potrzeba będzie także sporo salcesonu do egzorcyzmów.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 34 (3477), 14.08.2024