Z życia sfer

Narzuty zamiast Pegasusa

Sprawa dysponowania przez pisowskie służby nowoczesnymi systemami szpiegowania rozpala emocje. Mówi się np., że CBA posiada system Pegasus, ale premier zapewnia, że nic o tym nie wie. Według Zbigniewa Ziobry Pegasus to koń ze skrzydłami, którego CBA na pewno nie ma, CBA nie ma pewności, czy ma Pegasusa, a Jarosław Kaczyński przyznaje, że CBA Pegasusa kupiła, ale go nie używa. Najbardziej tajemniczy jest przypadek wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia, który nigdy o Pegasusie nie słyszał, chociaż przedstawiał posłom wniosek, dzięki któremu go kupiono i podpisał się pod przelewami. Nie chcę Wosia o nic oskarżać, bo luki w jego pamięci mogą wynikać ze zwykłej pomroczności jasnej, ale zastanawiam się, czy odpowiedzialny za kupno systemu Pegasus Woś, powtarzający, że o jego istnieniu nie ma pojęcia, sam nie jest wytworem jakiegoś systemu kupionego i zainstalowanego nie wiadomo przez kogo i za ile.

Słuchając wyjaśnień Wosia, nie ma wątpliwości, że chodzi o system bardzo prymitywny, dlatego wątpię, żeby był on produkcji izraelskiej. Jeśli Wosia stworzyła jakaś inteligencja, jest to niewątpliwie inteligencja krajowa i mocno ograniczona, prawdopodobnie ta sama, która wymyśliła ministra Wąsika i konferencję prasową, na której pokazano zdjęcia człowieka kopulującego z koniem.

Nowoczesne systemy inwigilacji przeżywają rozkwit, za którym trudno nadążyć. Nasz rząd wciąż zastanawia się, czy istnieje Pegasus, a w Izraelu firma Polaris Solution wynalazła narzutę z mikrowłókien, metali i polimerów. Przykryta nią osoba może udawać, że jej nie ma. Zaletą narzuty jest to, że ukryty pod nią użytkownik może dla zmylenia przeciwnika uformować z niej rozmaite struktury, np. skalne.

Cacko to zaprojektowano z myślą o żołnierzach, ale kto wie, czy CBA nie kupi kilkudziesięciu sztuk. Dzięki temu agencja (pozbawiona przez Izrael licencji na Pegasusa, o którym i tak nie wiedziała, czy był w jej posiadaniu) mogłaby nadal śledzić wrogie poczynania mec. Giertycha. Pod przykrywką narzuty minister Wąsik osobiście podsłuchiwałby posłów opozycji w sejmowej toalecie, a politycy PiS mogliby się narzutami przykrywać, uciekając przed dziennikarzami. Urlopowany poseł Mejza po narzuceniu narzuty w formie struktury skalnej przychodziłby na sejmowe głosowania bez wzbudzania kpin i nieprzyjaznych komentarzy.

Jestem pewien, że również ministrowie Ziobro, Gliński czy Sasin jako struktury skalne wypadaliby w telewizji o wiele korzystniej i nie budziliby tylu złych emocji. A jeśli operacją kupna narzut zajmie się wiceminister Woś, jest gwarancja, że ślady po tej transakcji znikną, a on sam bardzo szybko nie będzie miał o niej zielonego pojęcia.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr3 (3346), 12.01-18.01.2022