Nauczyciele uczą się życia

Jednym z korzystnych efektów pandemii koronawirusa oraz rządów PiS jest rosnąca mobilność zawodowa społeczeństwa. Polacy, którzy dotąd przez całe życie mieli jedną pracę, teraz wykonują trzy lub cztery prace naraz. Niestety, jedna praca nie zapewni dziś nikomu ani przeżycia, ani godnego pochówku.

Nauczyciele czują się pod rządami PiS tak przybici i poniżeni, że masowo planują zmianę zawodu. Na jaki, to się okaże, sprawa jest otwarta; po wprowadzeniu Polskiego Ładu wciąż nie wiadomo, które zawody padną, a które wyjdą z tego Ładu obronną ręką. Sytuacja jest dynamiczna, a przepisy tak niejasne, że obecnie wszystkie grupy zawodowe boją się, że stracą, a główni księgowi dodatkowo boją się, że pójdą siedzieć.

Są pomysły, żeby odchodzących z pracy nauczycieli zastąpić kuratorami i katechetami. Do pomocy dorzuciłoby się im strażaków, którzy są wszechstronni i mogą zastąpić każdego (niedawno zastępowali protestujących ratowników medycznych). Do zastępstwa w szkołach świetnie nadawaliby się też żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy jakiś czas temu pełnili misję w szpitalach covidowych, a teraz pełnią misję na polsko-białoruskiej granicy i są już nią bardzo zmęczeni.

Gdyby zmęczonych pilnowaniem granicy żołnierzy WOT zmienili odchodzący ze szkół nauczyciele, korzyść byłaby podwójna. Jestem pewien, że nauczycieli zachęci gwarancja pełnego wyżywienia i umundurowania oraz fakt, że zamiast kontaktów z agresywnymi rodzicami i przygłupimi pisowskimi kuratorami będą mieli do czynienia z bardzo spokojnymi (na skutek osłabienia głodem i zimnem) uchodźcami.

Nauczyciele, którzy nie zdecydują się na służbę w WOT, a także żołnierze WOT, dla których zabraknie miejsc w szkołach, mogą poszukać szczęścia w usługach i drobnym biznesie, skąd na skutek Polskiego Ładu i podwyżek cen gazu uciekają bankrutujący przedsiębiorcy.

Polski Ład stwarza nauczycielom szerokie możliwości łatwego przejęcia upadającego baru, restauracji, kwiaciarni, piekarni, szwalni czy zakładu krawieckiego. Z zatrudnieniem wykwalifikowanego personelu nie powinni mieć kłopotów - propozycję pracy z pocałowaniem ręki przyjmą poprzedni właściciele, żeby móc spłacić długi i związać jakoś koniec z końcem.

Praca w branżach wymagających korzystania z drożejącego gazu, prądu lub paliw jest oczywiście dużym ryzykiem. Dlatego najbezpieczniejsze są obecnie biznesy na świeżym powietrzu, w których gaz i prąd nie są konieczne, np. grzebalnictwo, wypas kóz i owiec czy zbieranie złomu. Nie ma gwarancji, że każdy wykonujący te zajęcia były nauczyciel czy ratownik medyczny będzie bogaty, ale ważne, że przynajmniej niektórzy będą przez jakiś czas zdrowi.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 5 (3348), 26.01-1.02.2022