Mizerski na bis

Nie ma głupich

Po pięciu latach rządów Zjednoczona Prawica doprowadziła Polskę do tak okropnego stanu, że opozycja nie jest pewna, czy chce nią rządzić. Jej zdaniem nikt przytomny nie zaryzykuje wzięcia władzy w kraju, w którym wyroki wydaje Trybunał Przyłębskiej, prezydentem jest ktoś taki, jak Andrzej Duda, a wywodzący się z PiS szef NIK ma dowody „na głębokie patologie w finansach publicznych, obronności, energetyce i służbach specjalnych”.

PSL i część KO jest za tym, żeby przy okazji głosowania nad ratyfikacją unijnego Funduszu Odbudowy rząd Morawieckiego obalić, ale Lewica uważa, że to nie jej wina, że naród polski ma głupi rząd i nie zamierza nic w tej sprawie robić.

- Niestety, jest duże ryzyko, że po obaleniu rządu i przedterminowych wyborach to my będziemy musieli przejąć władzę. Nie ma głupich, jesteśmy poważnym ugrupowaniem i nie zamierzamy się w coś takiego pakować - ocenia ważny polityk Lewicy. Podkreśla, że Lewica chętnie rządziłaby Polską, ale nie tak zacofaną jak ta pisowska. - Rządzenie takim nienowoczesnym krajem to dla nas mordęga. Nie jest tajemnicą, że nie ma naszej zgody na wtrącanie się biskupów do polityki i na religię w szkołach, poza tym wolelibyśmy, żeby do kościołów nie przychodziło tyle osób. Teraz jest tam wprawdzie tylko jedna osoba na 20 m kw., ale uważam, że to i tak za dużo. Problem stanowi też twardy elektorat PiS. Ci ludzie się do nowoczesnego kraju zupełnie nie nadają. Gdybyśmy dysponowali społeczeństwem duńskim czy szwedzkim, jestem pewien, że byłoby nam łatwiej i odnieślibyśmy duży sukces.

Członkowie innych partii do przejęcia władzy także podchodzą z rezerwa. - PiS się pogrąża, nie psujmy tego - ocenia pragnący zachować anonimowość ważny polityk KO. - Nie po to tyle lat trwamy w opozycji i jakoś się w niej urządziliśmy, żeby zaprzepaścić wszystko zwycięstwem w przedterminowych wyborach. W jego ocenie Zjednoczona Prawica od miesięcy robi wszystko, żeby stracić władzę. - Rozkradli, co się dało, i teraz mają plan, żebyśmy my tą ruiną rządzili. Pokusa jest, ale nie należy jej w sposób bezrefleksyjny ulegać. Skończy się tak, że nasz rząd się narobi, wdroży bolesne reformy i naprawi finanse publiczne tak, że społeczeństwo go znienawidzi, a prezes wygra kolejne wybory - wieszczy.

Zdaniem mojego rozmówcy tworzenie takiego rządu nie ma sensu. Zwłaszcza że - jak przyznaje - osobiście i tak nie zaufałby żadnemu rządowi utworzonemu przez opozycję, w skład której wchodzą ludzie tacy jak on.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 16 (3308), 14.04-20.04.2021