O jeden milion za daleko

Słuchając niektórych polityków, odnosi się wrażenie, że w polskiej polityce głupota ma się dobrze, a przykład Andrzeja Dudy pokazuje, że im głupiej się ktoś wypowie, tym bardziej jest z siebie zadowolony. Dlatego cieszy, że Konfederacja jako pierwsza partia zapowiedziała walkę z głupotami wypowiadanymi w mediach przez swoich członków.

„Za głupoty w mediach będą bany i kary”, zagroził Sławomir Mentzen. Najgłupsze są rzecz jasna wypowiedzi sprzeczne z przekazem i linią partii, dlatego szef okręgu białostockiego Konfederacji zapowiedział, że osoby głoszące takie głupoty będą miały zakaz występowania w mediach, „a jeśli ktoś pomimo bana pójdzie do mediów, udzieli jakiejś setki lub innej wypowiedzi, otrzyma karę finansową”.

Poseł Łącki z PO w czasie kampanii prezydenckiej nazwał kandydata Nawrockiego „stręczycielem”, ale teraz za swoje słowa przeprosił, chociaż nie musiał, bo rzucanie głupich oskarżeń nie jest w PO karalne. Niektórzy uważają, że Łącki, najbogatszy poseł w Sejmie, powinien również przeprosić za swoją żonę, która wystąpiła o milion złotych dotacji z KPO i go dostała.

Trwa dyskusja, czy Łącka miała prawo o ten milion występować. Przeważa pogląd, że nawet jeśli miała, to jest tak bogata, że nie powinna. Czy wobec tego powinna go dostać? Osobiście uważam, że nawet jeśli nie powinna, to zgodnie z prawem mogła. Mogła też nie dostać, z tym że byłoby to trochę dziwne, skoro spełniała warunki, żeby dostać.

A może to poseł Łącki powinien wyperswadować żonie, że ma się nie starać o milion, który mogła dostać? Pytanie, czy można powstrzymać kogoś przed otrzymaniem miliona? Poza tym, dlaczego Łącki i jego żona z tego powodu, że są bogaci, bo posiadają już trochę milionów, mają się ograniczać w swoim prawie do tego, żeby żona posła dostała dodatkowo milion bezzwrotnej dotacji z KPO? Wiadomo, że w biznesie nie ma sentymentów; każdemu przyda się każdy milion, także ten, o który nie powinien był występować.

Fakt, że Łącka zgłosiła się po dotację, oburza odpowiedzialną za unijne fundusze Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz „czysto po ludzku, jako człowieka”, ale jako ministrę – nie, gdyż jako ministra musi działać „bardzo ściśle zgodnie z regułami”. Sytuacja, gdy jako człowiek musi się oburzać skutkami działań, które jako ministra wykonuje zgodnie z regułami, jest oczywiście trudna i nie do pozazdroszczenia. Mimo to uważam, że dla nas wszystkich jest ona dużo lepsza od sytuacji odwrotnej, w której Pełczyńską-Nałęcz jako człowieka nie oburzałyby skutki działań, które jako ministra wykonuje niezgodnie z regułami.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 34 (3528), 20.8.2025