Obcej walucie mówimy nieUbiegły tydzień upłynął pod znakiem kolejnej próby wciśnięcia nam środków z tzw. Krajowego Planu Odbudowy. Jak powszechnie wiadomo, plan ten jest krajowy tylko z nazwy. W istocie jest to plan zagraniczny, w którym Bruksela dyktuje nam, ile i na co pieniędzy mamy wydać. Uzależnia przy tym wydawanie pieniędzy od spełnienia licznych warunków, jak np. przywrócenie praworządności, a w szczególności przywrócenie do orzekania zawieszonych sędziów. Otóż w ubiegłym tygodniu w Brukseli już zacierano rączki, bo rozeszła się wiadomość, że do orzekania przywrócony został sędzia Igor Tuleya. Przygotowywano się do uruchomienia potoku europejskich srebrników. Na szczęście znaleźli się sędziowie patrioci, którzy decyzję o przywróceniu unieważnili. Stało się jasne, że żadnej praworządności narzucić sobie nie damy i Bruksela może obejść się smakiem. Swoją drogą zdumiewa upór, z którym garstka eurokratów próbuje nas zmusić do przyjęcia pieniędzy z KPO. Wielokrotnie już dawaliśmy do zrozumienia, że ich nie potrzebujemy, bo zarówno pieniądze, jak i wartości mamy własne. I to w nadmiarze. W ogóle nadmiar cechuje naszą gospodarkę. Już wkrótce, jak zapowiedział premier Morawiecki, będzie on dotyczył węgla. Dużo wcześniej prezydent Duda stwierdził, że węgla mamy na 200 lat. Jeśli więc powstał problem, czy wystarczy go na najbliższą zimę, to tylko dlatego, że za mało go kopiemy. Wystarczy kopać więcej. Podobnie z pieniędzmi. Trzeba ich tylko dodrukować, a starczy na kolejne 200 lat. Czy czegokolwiek mamy za mało? Jedyne, co doskwierało naszej gospodarce, to – jak całkiem niedawno wytknął prezes NBP – zbyt niski poziom inflacji. Łatwo jednak spostrzec, że w tej dziedzinie sporo udało się nadrobić. Opozycyjni demagodzy zrzędzą, że obniża się kurs polskiej waluty. Dobrze wiemy, co się kryje za tym zrzędzeniem. Ni mniej, ni więcej, tylko chęć wprowadzenia euro. Jak słusznie zauważył w udzielonym niedawno wywiadzie prezes Jarosław Kaczyński, jest to jeden z celów, dla których przysłano do Polski Donalda Tuska. Wrogowie polskiego pieniądza dają do zrozumienia, że gdyby nie było złotego, to i kurs by się nie zmieniał. Nie biorą pod uwagę, że zmiana kursu oznacza, iż na jedno euro przypada coraz więcej złotówek i wkrótce przewaga złotówki stanie się przytłaczająca. Czy inne kraje będą ją wówczas chciały przyjąć jako wspólną europejską walutę? Wiele na to wskazuje, coraz częściej przecież okazuje się, że Polska dla innych krajów Europy jest wzorem i przykładem. Ale ostrożnie, od wspólnej waluty tylko krok do europejskiej federalizacji, do wcielenia w życie idei Stanów Zjednoczonych Europy. By uświadomić sobie, czym to grozi, wystarczy stwierdzić, czym skończyła się realizacja idei Stanów Zjednoczonych Ameryki. Powstało państwo, które bynajmniej nie zawsze wybiera sobie prezydenta odpowiadającego naszym oczekiwaniom. REDAKTOR ZASTĘPCZY JACEK POPRZECZKO © POLITYKA nr 34 (3377), 17.08-23.08.2022 |