Mizerski na bis

Pan od sztuki

Sztuka nie może polegać na tym, żeby widz się jej bał; najwyższy czas, żeby miłośnicy sztuki nabrali śmiałości i żeby zamiast nich zaczęli się bać kuratorzy i inni kompetentni specjaliści światowej klasy.

Podobno środowisko sztuki jest zszokowane zmianą na stanowisku dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi; zmianą – jak twierdzi jedna ze znanych polskich kuratorek – „wysoce kompetentnego specjalisty światowej klasy” na „pana, który prowadzi prywatną galerię w Łowiczu”. Muszę przyznać, że jestem zszokowany tym, że środowisko sztuki jest zszokowane; w końcu nominację wręczył temu panu wiceminister kultury Jarosław Sellin, tak jak minister Gliński znany z tego, że kompetentnym specjalistom, zwłaszcza światowej klasy, nie ufa i ich nie ceni. A tego pana – owszem i dlatego daje mu szansę, niech gość się sprawdzi.

Pomysł, żeby placówkę tak dużą i poważną jak Muzeum Sztuki w dalszym ciągu prowadził kompetentny specjalista, Sellin i Gliński uznali za kontrowersyjny i bez przyszłości. Problem ze specjalistami jest taki, że niestety uważają, że na sztuce znają się lepiej od ministrów z PiS, dlatego bywają krnąbrni i lubią wygłaszać nieuzgadniane z nikim opinie. Są także podejrzenia, że działają w zmowie, tworząc swoistą mafię kulturalną. Szczęśliwie nominat Sellina to postać, która zdaniem „Gazety Wyborczej” dała się poznać jako krytyk tej mafii, na swoim blogu nawołująca do obalenia kuratorskiej kliki rządzącej polską kulturą. Nic dziwnego, że zdobył on zaufanie Sellina i Glińskiego, w opinii których od rządzenia kulturą jest partia rządząca, a nie opozycyjne kliki specjalistów, które się na niej znają.

„Interesuje mnie twórczość postaci wybitnych, które nie wzbudziły zainteresowania krytyki” deklaruje nowy dyrektor Muzeum Sztuki i trzeba przyznać, że są to zainteresowania zbieżne z zainteresowaniami Glińskiego i Sellina. Politycy ci od lat nie zgadzają się na promowanie w podległych im instytucjach postaci mogących wzbudzić zainteresowanie poważnej krytyki. Ich decyzje wskazują na to, że wolą promować twórców niebudzących niczyjego zainteresowania, ale za to odważnie proponujących widzowi sztukę podnoszącą ważne tematy artystyczno-patriotyczno-religijne, takie jak zamach smoleński, żołnierze wyklęci, zagrożenia związane z LGBT czy myśl papieża JPII.

W tym kontekście nie dziwią ambitne plany nowego dyrektora dotyczące demokratyzacji Muzeum Sztuki. Skoro państwo wydaje na tę instytucję aż 21 mln zł rocznie, powiada, musi ona być liczniej odwiedzana, a wystawy nie powinny być tworzone przez kuratorów dla kuratorów. „Nie może być tak, że widz przychodzi do muzeum onieśmielony i zalękniony” – deklaruje i trudno się z nim nie zgodzić. Sztuka nie może polegać na tym, żeby widz się jej bał; najwyższy czas, żeby miłośnicy sztuki nabrali śmiałości i żeby zamiast nich zaczęli się bać kuratorzy i inni kompetentni specjaliści światowej klasy.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 19 (3362), 4.05-10.05.2022