Z życia sfer

Państwo trzyma poziom

Państwo PiS musi jednocześnie walczyć z pandemią i z opozycją. W walce z opozycją na razie największym sukcesem państwa jest psiknięcie gazem po oczach posłance Biejat, posłance Nowackiej i liderkom Strajku Kobiet oraz utrudnianie wejścia do Sejmu wicemarszałkowi Czarzastemu. Niestety, mimo deklaracji wicepremiera Kaczyńskiego, że wszyscy posłowie opozycji będą siedzieć, do tej pory prokuraturze nie udało się posadzić ani jednego. Porażką są także działania prokuratury wobec mecenasa Romana Giertycha. W ich wyniku mecenas Giertych podczas zatrzymania stracił wprawdzie przytomność, co można by uznać za sukces prokuratury, gdyby nie to, że w chwili odczytywania mu zarzutów nadal był nieprzytomny, czym bardzo utrudniał postępowanie.

W sprawie pandemii służby państwa radzą sobie lepiej – Ministerstwu Zdrowia udało się np. zdusić niebezpiecznie rosnącą liczbę testów na koronawirusa, w wyniku czego od razu zmalała liczba zakażonych. Z pomocą państwu przychodzą również sami zakażeni, którzy nie zgłaszają się na testy i chorują poza systemem, co pozwala im zachować społeczny dystans i uniknąć choćby przypadkowego kontaktu z placówkami służby zdrowia. Chcąc rozprawić się z pandemią jak najszybciej, rząd postawił także na zaniżanie danych o zakażeniach. W krytycznych dniach listopada „zgubił” aż 22 tys. zakażeń, dzięki czemu udało się zahamować rozwój pandemii na tyle, że nie został przekroczony niebezpieczny próg 30 tys. zakażeń dziennie. Pozwoliło to w ostatniej chwili uniknąć narodowej tragedii w postaci zapowiadanej przez premiera narodowej kwarantanny.

„Zgubienie” 22 tys. przypadków zakażeń to jak dotąd największe osiągnięcie rządu w walce z pandemią. Innym spektakularnym sukcesem jest utworzenie na Stadionie Narodowym szpitala narodowego – obiektu tak bogato wyposażonego, że dotkliwie brakuje pacjentów, którzy kwalifikowaliby się do leżenia w nim. Przytłaczająca większość z nich jest, niestety, tak schorowana, że do przebywania w tak nowoczesnej placówce po prostu się nie nadaje.

Trudno się temu dziwić, w końcu są to pacjenci krajowi, nie najlepszej jakości. Niestety, prawie każdy na coś narzeka, wielu ledwo chodzi, a niektórzy są tak schorowani, że wymagają całodobowej opieki lekarskiej. Zgadzam się z ministrem zdrowia, że pacjenci w takim stanie mocno obniżyliby wysoki poziom nowiutkiego szpitala narodowego, o który musimy dbać, bo powstał za nasze wspólne pieniądze. Dlatego nie dziwię się rządowi, że woli tych pacjentów upychać w obiektach już istniejących, których poziomu na pewno nie będą zaniżali, gdyż – jak uspokaja resort zdrowia – ich stan jest tak samo marny jak stan tych obiektów.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 49 (3290), 2.12–8.12.2020