Pisowskie żony mają dośćW sprawie zatwierdzenia Krajowego Planu Odbudowy PiS podobno dogadał się i z miękiszonami z Komisji Europejskiej, i z twardzielami z Solidarnej Polski. Mimo to Ziobro, który do współpracy z PiS jest gotowy, współpracę z Unią konsekwentnie wyklucza, dopóki są w niej Niemcy, a wyroki bezprawnie wydaje TSUE. Zapewnia, że zmiany wprowadzane przez niego w polskim sądownictwie są ostateczne i idą we właściwym kierunku. Potwierdzają to zresztą dane Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące średniego czasu trwania postępowań sądowych. Gdy Ziobro zostawał ministrem sprawiedliwości, było to 4,2 miesiąca, teraz jest już 7,1 miesiąca, a Ziobro grozi, że to nie koniec. Jeśli Unia się nie opamięta i nadal będzie Ziobrę prowokowała, średni czas postępowań może wydłużyć się tak bardzo, że w ogóle nie będą się kończyły. Konflikt w rodzinie Zjednoczonej Prawicy przygasa, ale w jego cieniu nadal trwa polityczny konflikt w rodzinie ważnego polityka tej rodziny, ministra Łukasza Schreibera. Marianna Schreiber, której nie układa się kariera i relacje z mężem, właśnie założyła opozycyjną wobec niego partię „Mam dość”, która ma zrzeszać osoby opowiadające się „za wolnym wyborem, wolnym życiem”, nowoczesnością oraz przeciwko „cofaniu się do patriarchatu”. Prawicowi znajomi Schreiberów już uznali, że będzie to „partia debili, która będzie zrzeszać wykolejeńców”, w związku z czym minister Schreiber jako absolwent filozofii, szachista i sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wykluczył możliwość startu z listy tej partii w najbliższych wyborach. W jego partyjnych kolegach projekt utrwalił natomiast lansowane przez ministra Czarnka przekonanie, że kobiety, zamiast posiadać ambicje, powinny skupić się na rodzeniu dzieci i dbaniu o dom. Zakładanie partii opozycyjnych przez żony ważnych polityków PiS to zjawisko nowe i obiecujące. Czy inne żony pójdą śladem Marianny Schreiber? Trudno powiedzieć; po sześciu latach rządów Zjednoczonej Prawicy jest całkiem sporo żon polityków tej formacji, które mają dość, chociaż nie wszystkie chętnie o tym mówią. Ocenia się, że najwięcej ma małżonka premiera Morawieckiego. Mimo apeli mediów i opozycji Morawiecka nie chce ujawnić, ile dokładnie ma, ale po tym, jak mąż przepisał na nią sporą część majątku, w grę z pewnością wchodzą grube miliony. Ale niewykluczone, że dla Morawieckiej, która jest osobą ambitną, to, co już ma, to wciąż nie jest dość, dlatego nie zdziwię się, jeśli w przeciwieństwie do Marianny Schreiber nie założy partii opozycyjnej wobec rządu własnego męża. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 22 (3365), 25.05-31.05.2022 |