Plan ogniomistrza

Pochłonięci umacnianiem naszej wschodniej granicy, zapomnieliśmy o rzuconej przez prezesa Kaczyńskiego idei budowy zapory ogniowej na granicy zachodniej. Tymczasem zagrożenie z tamtego kierunku narasta. Do grona naszych wrogów dołączyła szerząca zgniliznę w Europie Francja, a ponieważ zgnilizna szerzy się jak pożar, można się obawiać, że już wkrótce zaczną sobie ostrzyć na nas ząbki Hiszpania i Portugalia.

W tej sytuacji zabezpieczenie zachodniej granicy staje się sprawą naglącą. Co z realizacją projektu zapory ogniowej? Z tym pytaniem zwracamy się do starszego ogniomistrza Jana Wąsika, któremu zamierzano powierzyć nadzór nad kluczowym jej odcinkiem przy przejściu granicznym w Słubicach.

Wszystko utknęło na etapie kalkulacji kosztów - mówi ogniomistrz. - Ja to, rzecz jasna rozumiem, z pierwszego wykształcenia jestem księgowym, koszty rosną, gdziekolwiek spojrzeć, trzeba zabezpieczyć nie tylko granicę wschodnią i zachodnią, ale też północną i południową, bo wróg nas może obejść i podejść z każdej strony. No i od spodu trzeba kraj zabetonować, bo każdy wróg będzie pod nami ryć. Niech pan doda do tego te wszystkie Apacze, HIMARS-y, koreańskie czołgi, odrzutowce, rakiety, korwety, drony, miny, karabiny. Panie, to straszne pieniądze. Ja oczywiście jestem gorącym patriotą, uważam, że obronność powinna być najwyższym priorytetem, ale wydaje mi się, że to wszystko można by załatwić znacznie taniej.

- Jak?

- Przecież nas zapewniają, że ta broń nie jest po to, żeby jej używać, tylko po to żeby wroga odstraszyć, żeby nigdy nie ośmielił się nas zaatakować. Ale po co straszyć za takie pieniądze? Można by przecież wysłać ministrów obrony zwaśnionych krajów w jakiś krzaczasty teren, tam by jeden drugiego podchodził i wypadał na niego z okrzykiem „Hy!”.

- Hy?

- Lub innym. Ważne, żeby okrzyk był przerażający, chodzi przecież o to, żeby przeciwnika wystraszyć i odstraszyć. Który minister pierwszy by się wystraszył, tego kraj przegrywa wojnę. Prosto i tanio.

- Niestety, pański plan ma istotne luki. Wie pan przecież, że ministrem obrony obcego nam kraju może być kobieta. Wyobraża pan sobie polskiego ministra wyskakującego z krzaków na kobietę?

- No to jeszcze inaczej. Przecież pole walki coraz bardziej się digitalizuje. Samoloty zastępowane są przez drony. Żołnierze przez roboty. Potem roboty mogą być zastępowane przez awatary. To nie lepiej od razu przekształcić całą wojnę w grę komputerową, posadzić dwóch generałów i niech się biją? Każdą wojnę można tak poprowadzić, nawet atomową, dobrze byłoby już mieć ją za sobą. A jaka oszczędność kosztów... Tyle, co na pensje generałów, jeszcze można by je rozsądnie ograniczyć, ustalając relację do średniej krajowej.

- Chyba zdaje pan sobie sprawę, że ten projekt utknąłby w parlamencie, bo posłowie nie mogliby dojść do porozumienia, czy to ma być relacja do średniej krajowej, czy raczej do mediany? Niestety panie ogniomistrzu, wygląda na to, że wszystko pozostanie po staremu. Niemniej jednak dziękuję za rozmowę.

REDAKTOR ZASTĘPCZY

© POLITYKA nr 36 (3479), 28.08.2024