SŁAWOMIR MIZERSKI Z życia sferPolityka płaczuNie ma zgody co do tego, który kandydat najbardziej skorzystał na odwołaniu majowych wyborów. Na pewno skorzystała Małgorzata Kidawa-Błońska, która nie musi się już zastanawiać, czy te wybory ma bojkotować, biorąc w nich udział, czy raczej rezygnując z udziału. Ulgę poczuł też Andrzej Duda, gdyż uniknął bolesnej wyborczej porażki z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, od tygodni odgrażającym się, że Dudę pokona. Jednak moim zdaniem najbardziej wygrany jest Szymon Hołownia, który wiedząc, że wybory organizują szulerzy, ostrzegał, że gdy tylko w tych wyborach zwycięży, zakwestionuje ich wynik. „Jeśli będą jakiekolwiek wątpliwości co do przeprowadzenia wyborów, sam zaniosę protest do Sądu Najwyższego i postaram się o ich unieważnienie” - zapowiedział. Odwołanie wyborów sprawia, że Hołownia nie musi bez sensu wygrywać z Dudą tylko po to, żeby móc potem przeciwko swojej wygranej protestować. Jednak już samą zapowiedzią protestu udowodnił, że potrafi być wobec siebie bezkompromisowy. Dał też jasno do zrozumienia, że o ile w niezgodnych z konstytucją wyborach organizowanych przez szulerów chętnie wystartuje, o tyle wygranej w takiej farsie nigdy nie zaakceptuje. Trzeba przyznać, że wniósł tym trochę świeżości do przeżartej cynizmem i konformizmem polityki, której uczestnicy upadli już tak nisko, że nie stać ich na zaprotestowanie przeciwko temu, że jakieś wybory wygrali. Oprócz niezgody na wygraną w wyborach Szymon Hołownia do polskiej polityki wniósł także płacz. Polityków płaczących w zaciszu gabinetów z różnych powodów jest wielu, ale Hołownia jako pierwszy pokazał, że można się popłakać z powodu lektury konstytucji. Dokonał w ten sposób czegoś, co do niedawna wydawało się zupełnie niemożliwe. Na umieszczonym przez niego nagraniu z tego wydarzenia widać, że jest szczerze wzruszony tym, co wyczytał. Podwórkowi maczo oczywiście zaczęli szydzić, pytając, jak tak można płakać? Nie wiem jak, ale najważniejsze, że Hołownia pokazał, że jak się bardzo chce, to można. Trudno powiedzieć, czy płacz przyjmie się w naszej polityce. Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin pokazali, że prawdziwi politycy nawet w sytuacji beznadziejnej nie płaczą, tylko robią swoje. A gdy już to zrobią, płaczą ewentualnie obywatele. Polityka to nie jest zajęcie dla wrażliwców pracujących dla idei, dlatego jeśli na skutek nieszczęśliwego wypadku jacyś wrażliwcy zostają politykami, bardzo cierpią. Doświadczył tego wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski, który niedawno skarżył się, że został po chamsku oszukany przez marszałka Grodzkiego, bo ten „przyspieszył głosowanie, chociaż mówił, że odbędzie się w środę”. „To smutny dzień, który zapamiętam na długo” - ubolewał Karczewski, chociaż trzeba przyznać, że w odróżnieniu od Hołowni pokazał charakter i się nie popłakał. © Polityka nr 20 (3261), 13.05-19.05.2020 |