Z życia sferPolska dzieciomObcokrajowcom o ciemnej skórze rząd Zjednoczonej Prawicy daje do zrozumienia, żeby do Polski nie przybywali, bo nie będzie im tu łatwo. Ale oni mimo ostrzeżeń przybywają, powodując rozmaite problemy. Czytam, że obcokrajowcy, którzy w Polsce studiują, wykorzystują ten fakt do zamieszkiwania w akademikach, które - jak wiadomo - nie są z gumy. Podobno patologia się nasila, a kierownictwo akademików nie bardzo wie, jak jej przeciwdziałać. W niektórych miastach ciemnoskórym studentom odmawia się zakwaterowania w akademikach, ale niewiele to daje. Ludzie ci, pozbawieni pokoi, nocują w samochodach lub kątem u znajomych. Większości do studiowania w Polsce nie zniechęca ani słaba znajomość polskiego, ani kierowane pod ich adresem krytyczne uwagi, mające na celu przypomnienie im, że nie są u siebie. Jeszcze więcej problemów jest z uchodźcami, którzy napływają z Białorusi i - mimo że są zmarznięci i fizycznie wyczerpani - trudno ich wypchnąć z powrotem. A jak już się wypchnie, za chwilę i tak napływają znowu i znowu trzeba ich wypychać. Działania utrudnia służbom fakt, że ludzie ci nie rozróżniają języków. Np. ujęta w lesie grupa 11 obywateli Konga, do której funkcjonariusze SG mówili po angielsku i rosyjsku, uparcie odpowiadała im po francusku. Podobno prosili o jakiś azyl, niestety, mimo najlepszych chęci, nasi pogranicznicy nie byli w stanie ich zrozumieć. Nie wiadomo zresztą, czy wyszkoleni i przerzuceni do Polski przez reżim Łukaszenki Kongijczycy nie użyli francuskiego specjalnie, wiedząc, że pogłębi to chaos panujący na granicy. Mówienie po francusku to nie jedyne formy prowokacji ze strony uchodźców. Zastępca komendanta straży granicznej w Michałowie kilka dni temu ujawnił, że część dzieci uchodźców zatrzymanych po polskiej stronie w celu wzbudzenia litosci u polskich funkcjonariuszy nie posiadała butów. Polskie służby podejrzewają, że buty zdjęli im rodzice, ale znając psychopatyczną osobowość Łukaszenki, nie można wykluczyć, że to on podsunął im ten pomysł. Teraz rodzice i reżim w Mińsku liczą na to, że strona polska okaże słabość i da tym dzieciom jakieś buty. Ale polski rząd zapewnia, że cyniczny plan Mińska się nie powiedzie, a nasi pogranicznicy nie dadzą się złamać. Straż graniczna uspokaja, że garstka dzieci bez butów nie wzbudzi litości u jej funkcjonariuszy. Są oni tak dobrze wyszkoleni, że nie okazują litości nawet na widok dużo większej liczby bosych dzieci. Ale polskie służby ostrzegają, że Polska jest krajem dużym i silnym, który nie będzie miał litości także dla dzieci chorych, głodnych, skrajnie wyziębionych a nawet jeszcze nienarodzonych, jeśli nadal będzie przez nie atakowany. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr42 (3334), 13.10-19.10.2021 |