Mizerski na bis

Polska ostrzy Grota

Wszystkich zaniepokoiły wyniki ćwiczeń sztabowych Zima 20. Mimo że w symulacjach uwzględniono zarówno wszystko, czym polska armia dysponuje, jak i wszystko, czym jeszcze nie dysponuje – np. zestawy Patriot, artylerię rakietową HIMARS i samoloty F-35 – zakończyły się one blamażem i całkowitą klęską Polski. Z relacji mediów wynika, ze już piątego dnia „przeciwnik znalazł się na linii Wisły, trwały walki o Warszawę, Lotnictwo i Marynarka Wojenna przestały istnieć mimo wsparcia NATO”. Po tych pięciu dniach wojna była przegrana, chociaż MON i prezydent Duda dzielnie się bronili i nie chcieli tego potwierdzić, zasłaniając się tajnością ćwiczeń.

Jeśli taką klęskę ponieśliśmy przy uwzględnieniu drogiego amerykańskiego sprzętu, którego jeszcze nawet nie mamy, to zastanawiam się, czy jest sens go kupować. Może trzeba postawić na rodzimą broń, która już nie raz pokazała, co potrafi. Weźmy nowy karabinek MSBS Grot, który nie wiem, czy w ćwiczeniach Zima 20 został uwzględniony, ale wkrótce może zawojować wszystkie symulacje. Z tym że ponieważ to broń nowoczesna, na razie nie wszystko tu dobrze działa, np. kilka ważnych elementów nieustannie z niej wypada, a po wystrzeleniu 30 magazynków tak się nagrzewa, że trzeba z niej korzystać w rękawiczkach. Testujący skarżą się, że w kilku przypadkach w ogóle nie dało się Grota użyć, bo „ciepła lufa się wygięła”.

Producent twierdzi, że Grot doskonale zdaje egzamin, bo dzięki uruchomieniu jego produkcji uratowano radomskie zakłady Łucznik, a także poprawiły się notowania PiS w regionie przed wyborami samorządowymi. No i polscy żołnierze otrzymali wreszcie broń, o której polskości najlepiej świadczy fakt, że jest używana wyłącznie przez polskie wojsko, a żadne inne wojsko nie wyraża nią zainteresowania ani chęci zakupu. Intensywne prace nad tym, żeby z Grota wypadało jak najmniej rzeczy, trwają, dlatego urzędnicy MON nie przyjmują zarzutu o jego rzekomej nieprzydatności. Zresztą zarzut, że coś tam wypada, nie wytrzymuje krytyki, bo jak wypada, można to czymś przymocować, żeby nie wypadało. I MON ma sygnały, że np. wypadające tłoki i regulatory żołnierze mocują tzw. trytytkami, żeby ich nie zgubić, co świadczy o umiejętności radzenia sobie w trudnych warunkach bojowych. A to, że po wystrzeleniu 30 magazynków gorąca lufa się wygina, to akurat słusznie, bo przeciętny polski żołnierz 30 magazynków przez cały rok nie wystrzeli. Zresztą jak niechcący wystrzeli i lufa mu się wygnie, to przecież z wygiętą lufą też trafi do celu, bo – jak wiadomo – żołnierz tylko strzela, a Pan Bóg kule nosi.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 6 (3298), 3.02-9.02.2021