Polska przybiera na wadzeRządowi Morawieckiego niewiele się udaje. Premier jest tak słaby, że nie udaje mu się odwołać ministra sprawiedliwości oskarżającego go o zdradę polskich interesów. Jego ministrowi nie udało się odwołać nawet naczelniczki poczty w Pacanowie, która okazała się dla tego ministra za silna, i ostatecznie to jego odwołano. Morawiecki przyznał, że nie udał mu się Polski Ład. Obalił w ten sposób krzywdzące oskarżenia, że umie tylko kłamać. Udało mu się za to zrealizować posiadane uprawnienia do akcji banku Santander, którego był prezesem. Niestety, pieniędzy uzyskanych ze spieniężenia tych uprawnień nie udało mu się wpisać do oświadczenia majątkowego. Do udanych przedsięwzięć Morawieckiego należy przekazanie karetki szpitalowi w Olkuszu, co – jak wyjaśnił – jest wynikiem zobowiązania rządu, aby „jak najwięcej środków przeznaczać na służbę zdrowia”. Jeśli rząd pójdzie za ciosem i głębiej sięgnie do naszych kieszeni, może starczy na jeszcze jedną karetkę. Gdyby nie starczyło, rząd podejmie decyzję o symbolicznym przekazywaniu innym szpitalom tej samej karetki; tak żeby przed wyborami każdy szpital w Polsce miał od premiera chociaż jedną karetkę. Rząd nie wyklucza także przekazywania ze szpitala do szpitala jakiegoś symbolicznego lekarza i pielęgniarki. W portalu wPolityce.pl Michał Karnowski informuje, że mimo kłód rzucanych pod nogi polskiemu rządowi udało się stanąć na czele zbudowanej przez siebie proukraińskiej koalicji i w ten sposób „nie pozwolić potężnym Niemcom, Włochom i Francji na zdradę wolnego narodu”. Rząd dokonał tego „raz prośbą, raz twardym słowem, najczęściej własnym czynem”, zdradza kulisy operacji Karnowski. Nie wiadomo, o jakie słowa i czyny chodzi, w każdym razie zdrajcy zmiękli i zamiast w dalszym ciągu zdradzać Ukrainę, udali się do Kijowa, żeby zdradzić Rosję. To, że Macron, Scholz i Draghi nie zaproponowali polskiemu prezydentowi i premierowi wspólnej wizyty w Kijowie, zdaniem Karnowskiego świadczy o niezwykle silnej międzynarodowej pozycji Polski. Zachód jest przerażony, że pod rządami PiS Polska „zaczęła znaczyć i ważyć zbyt wiele”, dlatego bojąc się, żeby Polska jeszcze bardziej nie przybrała na wadze, Macron, Scholz i Draghi pominęli Dudę i Morawieckiego. Co zresztą nic nie dało, bo Morawiecki zapewnia, że waga i znaczenie Polski i tak systematycznie rosną. Kto wie, czy Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy nie stanie się w końcu państwem o tak dużej wadze i znaczeniu, że Morawieckiego i Dudy nikt nie będzie nigdzie zapraszał, bo się będzie bał. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 27 (3370), 29.06-5.07.2022 |