Z życia sferPolska przyspieszaPremier Morawiecki uspokaja, że gigantyczne pieniądze z unijnego Funduszu Odbudowy dla Polski nie są zagrożone, bo Polska tych pieniędzy nie zamierza brać. Pieniądze wprawdzie się Polsce należą, ale szef NBP Adam Glapiński zapewnia, że jeśli Polska ich nie dostanie, będzie się szybciej rozwijać. Chociaż nie wiem, czy szybszy rozwój jest Polsce potrzebny, skoro np. polska edukacja, zdaniem ministra Czarnka, 'już dzisiaj jest na wyższym poziomie niż w Finlandii, Szwajcarii czy Holandii". Glapiński daje do zrozumienia, że w wyniku otrzymania pieniędzy z Unii Polska rozwijałaby się wolniej albo w ogóle przestałaby się rozwijać. Kto wie, może właśnie oto Unii chodzi. Szczęśliwie niebezpieczeństwo zostało oddalone i po wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej chwilowo żadne pieniądze z Unii Polsce nie grożą. Decydując się na dynamiczny rozwój za własne, ciężko zarobione pieniądze, rząd PiS uderzył w UE bardzo boleśnie. Glapiński przypomniał, że Polska ma swojej kasy tak dużo, że nie musi jej od nikogo pożyczać, tylko sama może wszystkim pożyczyć. Chętnych na pieniądze z Polski nie brakuje, ale mam nadzieję, że dostaną je tylko ci, którzy na to zasługują. Uważam, że Polakom nie ma sensu żadnych pieniędzy pożyczać, bo wiadomo, że nie będą mieli z czego oddać. Antypolskie kraje, takie jak Czechy czy Holandia, o pożyczkach też muszą zapomnieć. Żydom gotówka się nie należy po tym, jak pod zaborami rozpili polskich chłopów; to katastrofa, z której Polska z trudem podnosi się do dziś. A Niemcom nie pożyczymy ani euro, bo - jak słusznie przypomniał poseł Suski - napadli na Polskę i nas okupowali, więc najpierw niech nam wypłacą należne reparacje. Kto wie, czy na skutek twardej postawy PiS Unia nie i zostanie ze swoimi miliardami euro dla Polski jak Himilsbach z angielskim. Dlatego rząd musi się przygotować na presję unijnych struktur, które - powołując się na zapisy w traktatach unijnych - będą próbowały wcisnąć nam kasę na siłę. Zgadzam się z Glapińskim, że broń Boże nie można jej brać, żeby nie spowalniać rozwoju Polski. No, chyba że Unia się opamięta, zacznie przestrzegać zasad praworządności i uzna wyrok, jaki polski Trybunał Julii Przyłębskiej wydał na wyroki TSUE. Jego zdaniem wyroki te są niezgodne z naszą konstytucją, a sędziowie, którzy je zasądzili, nie spełniają obowiązujących w Polsce standardów niezawisłości. Polski rząd nie wyklucza, że jeśli TSUE nadal będzie wydawał antypolskie wyroki, na UE zostaną nałożone sankcje w postaci wysłania do Luksemburga Roberta Bąkiewicza, który te wyroki zagłuszy i zakrzyczy. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 43 (3335), 20.10-26.10.2021 |