Polskie lasy wychodzą z Unii

Dyrektor generalny Lasów Państwowych ogłosił, że polskie lasy popierają PiS i jego program.

Nie jest to żadne zaskoczenie, biorąc pod uwagę, że partia ta od lat unowocześnia lasy poprzez ich masową wycinkę. Chodzi o to, żeby nie rosły tak gęsto i chaotycznie oraz żeby przestały służyć wyłącznie wąskiej grupie miłośników przyrody i stały się dobrem wspólnym, służącym szerokiej rzeszy polityków Zjednoczonej Prawicy, urzędników Lasów Państwowych, a także ich rodzinom i znajomym.

Niestety, UE robi wszystko, żeby przejąć nad polskimi lasami kontrolę i sprawić, by pozostały niewycięte, a zamieszkujący je Polacy nie mieli prawa stawiać na ich miejscu nowoczesnych inwestycji, dzięki którym wkrótce przegonią w rozwoju Niemcy i inne kraje UE. W efekcie w polskich lasach zamiast tych inwestycji wciąż jest pełno drzew, które wyrosły jeszcze w XVIII i XIX w. i pozostają smutnym świadkiem czasów, gdy Polska cierpiała pod butem zaborców, a polski chłop był rozpijany przez Żydów.

Mając na uwadze agresywne zakusy Unii, dyrektor generalny Lasów Państwowych poinformował o utworzeniu komitetu inicjatywy ustawodawczej „W obronie polskich lasów”, której celem będzie wyprowadzenie polskich zasobów leśnych z UE. Dzięki temu nasza narodowa knieja będzie w pełni suwerenna, a Lasy Państwowe będą mogły wyciąć wszystkie szpecące tę knieję stare drzewa, i pozostałe może też, żeby zrobić miejsce dla młodych i zdrowych, wyhodowanych pod rządami Zjednoczonej Prawicy i sadzonych co roku przez prezydenta Andrzeja Dudę i jego małżonkę w ramach prezydenckiej inicjatywy, której celem jest oczyszczenie narodowego powietrza, zapewnienie Polakom dopływu tlenu oraz poprawa klimatu i dobrego samopoczucia.

„Myślę, że damy radę i że polska prawica pokaże teraz wielką, wielką swoją moc” – zapowiedział dyrektor Lasów Państwowych. Wygląda zresztą na to, że Zjednoczona Prawica już ją pokazała, bo ekolodzy alarmują, że znikają tysiące starych drzew, a nawet całe kompleksy leśne. Gdy podczas konferencji prasowej na temat inicjatywy „W obronie polskich lasów” dziennikarka „Gazety Wyborczej” spytała o wycinkę drzew w Puszczy Karpackiej, wiceminister klimatu i środowiska poinformował ją, że „nie ma czegoś takiego jak Puszcza Karpacka”.

Dziennikarka upierała się, że jest, ponieważ informację o tej puszczy znalazła w Encyklopedii Leśnej na oficjalnej stronie Lasów Państwowych, ale dowiedziała się, że Encyklopedia jest nieaktualna, bo „nauka idzie do przodu”. Zgodnie z nowymi ustaleniami nauki i Lasów Państwowych Puszczy Karpackiej nie ma i nie będzie. Fakt, że mimo to dokonuje się w niej intensywnej wycinki, świadczy jedynie o tym, że zostały jakieś sprzeczne z nauką resztki, dlatego zgadzam się z władzami Lasów Państwowych, że trzeba je jak najszybciej usunąć, tak żeby stan faktyczny zgadzał się z osiągnięciami nauki.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 15 (3409), 5.04-11.04.2023