Pożegnanie z rozumemMinistra Czarnka do szału doprowadzają polscy profesorowie, ludzie nieposiadający „podstawowego propolskiego wychowania” i kierujący się niepolskimi interesami. „Podłość profesorów, którzy są zatrudniani w polskich uczelniach i którzy nie widzą polskiego interesu, jest przeogromna” – narzeka. W swojej nienawiści do wszystkiego co polskie profesorowie wygłaszają agresywne poglądy w obronie demokracji i tolerancji, a ponad polski interes przedkładają rozum i przyzwoitość, na co zgody obozu Zjednoczonej Prawicy nie ma. Jarosław Kaczyński, świadom zagrożenia, jakie stanowi rozum i przyzwoitość, liczbę profesorów w swoim otoczeniu ograniczył do niezbędnego minimum, a najbardziej odpowiedzialne zadania powierzył osobom o nienagannym propolskim wychowaniu, dalekim od bycia profesorami, takim jak Joachim Brudziński, Marek Kuchciński czy Marek Suski. Prezes Julia Przyłębska i prezydent Andrzej Duda, mimo że nie są profesorami, także znakomicie sprawdzają się na powierzonych im przez Kaczyńskiego stanowiskach. Powiem szczerze: nie wiem, czy gdyby magister Przyłębska była profesorem, zostałaby odkryciem towarzyskim prezesa i zrobiła błyskotliwą karierę w Trybunale Konstytucyjnym? A czy Andrzej Duda, będąc profesorem UJ, dałby radę podpisać ustawę o powołaniu komisji ds. zbadania rosyjskich wpływów, a zaraz potem uznać, że jest nie do przyjęcia? Z pewnością byłoby mu trudniej, chociaż uważam, że Duda nawet jako profesor UJ dałby radę wszystko podpisać, a następnie się z tym nie zgodzić. Czarnek uważa, że polscy profesorowie wywierają zły wpływ na społeczeństwo, dlatego nie wykluczam, że po zakończeniu prac przez komisję badającą wpływy rosyjskie powoła komisję ds. zbadania wpływów profesorskich. Jej zadaniem będzie usunięcie z polskich uczelni najbardziej szkodliwych profesorów i wyeliminowanie z życia publicznego osób ulegających lub mogących w przyszłości ulegać ich wpływom. Ponieważ komisja na razie nie działa, sympatycy Czarnka starają się usuwać profesorów na własną rękę. Niedawno poseł Konfederacji Grzegorz Braun próbował siłą usunąć profesora Jana Grabowskiego z sali, w której ten dawał właśnie wykład. Z ostrą reakcją posła spotkał się także mikrofon, do którego profesor mówił, oraz głośnik, z którego wydobywał się jego antypolski głos. Niszcząc je w patriotycznym szale, Braun dał przykład „podstawowego propolskiego wychowania”, a także wysłał mocny sygnał, że nie zamierza ulegać antypolskim wpływom rozumu i dlatego postanowił się z rozumem rozstać. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 24 (3417), 7.06.2023 |