Z życia sferPrezes śpiewaMówiąc o Pawle Kukizie, Jarosław Kaczyński wyznał: „Osobiście bardzo go polubiłem. Kiedyś, po dłuższym spotkaniu przy kolacji i po kilku lampkach, powiedział mi nawet, że ładnie śpiewam. Tym już całkowicie pozyskał moją sympatię”. Nie jestem pewien, czy Kukizowi można wierzyć, skoro był po paru lampkach. W przeszłości zdarzało się, że artysta ten, będąc pod wpływem paru lampek, dokonywał w mediach społecznościowych wpisów, z których potem się wycofywał. Poza tym nie wiadomo, po ilu lampkach był Jarosław Kaczyński, gdy śpiewał. I czy przypadkiem zmęczony kolacją Kukiz nie pochwalił Kaczyńskiego tylko po to, żeby ten przestał śpiewać i poszedł do domu. Wyznanie prezesa PiS ukazuje go jako człowieka wesołego, lubiącego śpiewać oraz współpracować z ludźmi, których darzy sympatią za to, że mówią mu, że ładnie śpiewa. I śpiewają razem z nim, gdy tylko nadarzy się okazja. Mam tu na myśli nie tylko Pawła Kukiza. Julia Przyłębska dostała prezesurę Trybunału Konstytucyjnego, bo chętnie prezesowi PiS gotuje, ale nie wątpię, że w razie potrzeby zaśpiewa z nim i zatańczy. Podobnie marszałkini Witek, europosłanka Szydło czy ministrowie Gliński i Ziobro, których umiejętności taneczno-wokalne widać w telewizyjnych relacjach z urodzin Radia Maryja. O talentach szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego niewiele wiadomo, bo są to sprawy tajne, związane z bezpieczeństwem państwa, ale podobno czasem słyszy się głośne śpiewy dochodzące z jego gabinetu. Kto wie, czy Kaczyński nie miałby więcej sympatii dla Budki, Schetyny i Trzaskowskiego, gdyby ci potrafili się przełamać i powiedzieć o jego śpiewie coś miłego. Może sprawy w Polsce ułożyłyby się inaczej. Kukiz pokazał, że po paru lampkach da radę być politykiem elastycznym, który potrafi rozmawiać jak wokalista z wokalistą z każdym, kto przy kolacji obieca mu przepchnięcie jakiejś ustawy. Prezesowi NIK Banasiowi brakuje wdzięku i elastyczności Kukiza, dlatego sympatię Jarosława Kaczyńskiego stracił, a w PiS nikt się do niego nie przyznaje. Banaś ujawnił że zdezorientowany minister Kamiński już kilka lat temu na spotkaniu w gabinecie Kaczyńskiego stwierdził: „Marian, nie wiemy, skąd się wziąłeś”. Zgadzam się, że to trochę dziwne, bo kto ma wiedzieć, jeśli nie Kamiński. Zwłaszcza że Banaś z przyjścia do PiS nie czynił tajemnicy, a przez następne lata zrobił w tej partii błyskotliwą karierę. No, ale może w tym czasie Kamiński przygotowywał akurat jakąś skomplikowaną prowokację albo po prostu miał gorszy okres i coś mu umknęło. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 23 (3315), 1.06-8.06.2021 |