Przywracanie polskości napalmemEuroposła Bocheńskiego, wiceszefa PiS, w polskim samolocie zaatakowało niemieckie masło. Nie ma informacji, czy europoseł wrogie masło połknął, czy w ostatniej chwili zdołał je wypluć. Sprawa jest przykra: Bocheński dużo lata i nie wiadomo, ile niemieckiego masła zdążył zjeść, zanim na opakowaniu doczytał się, kto je wyprodukował. Prowokację w postaci niemieckiego masła Bocheński uważa za skandal i domaga się wyprowadzenia go z polskich samolotów. Dobrze, że europoseł ten nie chodził do filharmonii na przesłuchania w ramach Konkursu Chopinowskiego. Nie wiem, czy było tam niemieckie masło, ale propisowski portal wPolityce i tak ostrzegł, że konkurs jest konsekwentnie odzierany z polskości i że z wydarzenia polskiego „zaczyna się przeradzać w kosmopolityczną imprezę świata zewnętrznego”. W tym roku szczególnie dotkliwy był brak narodowej symboliki, orła i biało-czerwonej flagi na scenie oraz komunikatu dla mniej zorientowanych słuchaczy, że Chopin Polakiem był, a nie Francuzem czy Chińczykiem. W dodatku jako Polacy musieliśmy się wstydzić za obrzydliwie rozkopane, kto wie, czy nie celowo, okolice filharmonii. Fakt, że startujący w konkursie Niemiec odpadł już w drugiej rundzie, można uznać za miły propolski akcent, ale trudno zaakceptować, że przewodniczącym jury był Amerykanin, a nasi nie mieli narodowej przewagi w składzie jurorów, co według melomanów obdarzonych szczególnie dobrym słuchem doprowadziło do wypaczenia wyników. wPolityce.pl pyta wprost: „Czy ktoś próbuje przejąć Konkurs Chopinowski?”. I delikatnie wskazuje na Niemców z Deutsche Grammophon, którzy od lat zarabiają na polskiej muzyce Chopina, bo mają monopol na wydawanie płyt laureatów. Na szczęście jest szansa, że po wystąpieniu patrioty Bąkiewicza na manifestacji PiS polskość konkursu zostanie przywrócona. Z jego słów wynika, że dni kosmopolitów i niemieckich agentów z Deutsche Grammophon oraz Koalicji Obywatelskiej są policzone. Zostaną oni mianowicie razem z innymi chwastami (a także, miejmy nadzieję, z niemieckim masłem) wyrwani z polskiej ziemi, a następnie dobici kosą, różańcem i napalmem. Cóż, może to dobry sposób na przywracanie polskości; w końcu Jarosław Kaczyński zapewnia, że Bąkiewicz jest mądrym człowiekiem. Z tym że z rzucaniem napalmu na polską ziemię bym zaczekał. Zwłaszcza na ziemię w okolicy filharmonii, na której po tym, jak została przez ekipę Trzaskowskiego zryta i zdewastowana niekończącymi się remontami, żaden chwast i tak długo nie wyrośnie. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 43 (3537), 22.10.2025 |