Sztukmistrz z Sopotu

Skąd się biorą sukcesy Donalda Tuska? Wiadomo, z tego, że wspierają go Niemcy, którzy podrzucili go nam po to, żeby udawał Polaka, założył niemiecką partię Platforma Obywatelska i stanął na jej czele. Ale zdrowy polski rozum podpowiada, że to chyba nie wszystko, że musi być coś jeszcze. I rzeczywiście, jak wyjaśnia Jan Maria Rokita, były ważny polityk PO, a obecnie prawicowy publicysta, który rozgryzł Tuska, Tusk to po prostu fachowiec umiejący „w sposób perfekcyjny mobilizować najniższe instynkty ludu”.

Jego metoda, powiada Rokita, polega „na czynieniu zbiorowości ludzkiej, mającej jeszcze odruchy pozytywne, odruchy dobroci i szlachetności, świadomie gorszą”. Jako mistrz politycznego PR Tusk wie, jak zmobilizować najniższe namiętności tłumu i jak ten tłum „przekształcić w motłoch, jednocześnie wprawiając go w przekonanie, że stoi po słusznej stronie”.

Największą ofiarą Tuska, jak można rozumieć obserwacje Rokity, stała się niestety szlachetna i pełna dobroci zbiorowość Polaków, którą Tusk przekształcił w motłoch po to, żeby w 2023 r. z jego pomocą wygrać wybory. Jak wiadomo, Jarosław Kaczyński, w przeciwieństwie do Tuska, działał na odwrót. Przez osiem lat próbował motłoch przekształcać w lud i mobilizować jego najwyższe instynkty, m.in. poprzez krytykę „Polaków najgorszego sortu”, ostrzeganie przed roznoszącymi groźne choroby imigrantami i zachęcanie do tworzenia w kraju stref wolnych od LGBT.

Skuteczność metody Tuska najlepiej ukazała powódź, po której Tusk zamiast w sondażach stracić – zyskał. Wszystko dzięki sympatii motłochu, w tym także wielu powodzian nieświadomych, że kierują się rozbudzoną przez niego niską chęcią zysku związanego z obiecanymi przez rząd rekompensatami i odszkodowaniami. Zgadzam się z Rokitą, że rozpalanie w ludziach tego rodzaju prymitywnych instynktów tylko psuje im charaktery.

Całe szczęście, że na ważnych stanowiskach państwowych wciąż jest trochę osób odpornych na manipulacje Tuska. Szef NBP Adam Glapiński, nie zważając na reakcje stworzonego przez Tuska motłochu i kierując się najwyższymi instynktami, w szczególności instynktem posiadania jeszcze wyższej pensji niż ta, którą ma (1,3 mln zł rocznie), odważnie podniósł sobie wypłatę do 1,5 mln. Oczywiście trudno od motłochu wymagać zrozumienia dla szlachetnych instynktów Glapińskiego, dlatego nie dziwi fakt, że w koalicji rządowej zapadła decyzja o rozpoczęciu procedury postawienia go przed Trybunałem Stanu.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 42 (3485), 9.10.2024