Mizerski na bis

Trzeźwienie po wycieku

Europoseł Radosław Sikorski ze zdziwieniem odnotował istnienie ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua. „O istnieniu szefa MSZ dowiaduję się ostatnio z informacji o dymisjach” poinformował w „Gazecie Wyborczej”, mając na myśli dymisję ambasadora w Pradze, twierdzącego, że kryzys wokół kopalni Turów został wywołany „brakiem empatii, zrozumienia oraz arogancją” strony polskiej, a także dymisję pełnomocnika ds. kontaktów z diasporą żydowską, niekryjącego, że sejmowa nowelizacja ustawy o IPN była „jedną z najgłupszych, jakie kiedykolwiek pojawiły się w prawie”.

Dymisje obu dyplomatów to być może największy sukces MSZ pod przywództwem ministra Raua. Za krzywdzącą dla ministra uważam natomiast opinię, że wcześniejsze powołanie ich na stanowiska było jego błędem. Bądźmy poważni; gdyby minister Rau ich nie powołał, ci ludzie nie ujawniliby obcym mediom swoich antypolskich poglądów, a to uniemożliwiłoby Rauowi sukces w postaci ich odwołania.

W przeciwieństwie do istnienia szefa MSZ istnienie szefa MON Mariusza Błaszczaka nie podlega na szczęście żadnej dyskusji. O istnieniu Błaszczaka przekonują m.in. jego sukcesy w umacnianiu bezpieczeństwa Polski, do czego polityk ten wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję.

Po gigantycznym wycieku bazy danych o zasobach polskiego wojska Błaszczak po raz kolejny nie pozostawił wrogom Polski złudzeń, zapewniając na Twitterze, że „Polska jest bezpieczna”. Szef MON uspokoił, że wszystkie dane na temat zasobów polskiej armii, które wyciekły, i tak były jawne. Jego spokój wskazuje, że na szczęście nie wyciekły żadne dane na temat stanu zasobów samego Błaszczaka, mogące w przyszłości zagrozić jego bezpieczeństwu.

Rosja do tej pory nie skomentowała stanu zasobów polskiej armii, jednak fakt, że po ich upublicznieniu wciąż nie zaatakowała Ukrainy i nadal prowadzi negocjacje z NATO i USA, może sugerować, że jest w ciężkim szoku. W szoku znajduje się też antypisowska opozycja, której Błaszczak zarekomendował „otrzeźwienie i szklankę zimnej wody”. Ma to prawdopodobnie związek z niedawnym zajściem z udziałem posła Sienkiewicza z PO, który na sali sejmowej dość niepewnie trzymał się na nogach.

Sienkiewicz nie potwierdził, że był lub nie był nietrzeźwy, za to zapewnił, że fakt ten i tak nie przykryje manipulacji i kłamstw PiS. Z jego oświadczenia nie wynika, czy w związku z ujawnionym wyciekiem danych zamierza się ponownie napić lub nie napić, ale biorąc po uwagę wyłaniający się z wycieku obraz naszej armii, uważam, że nie jest to wykluczone.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 4 (3347), 19.01-25.01.2022