Z życia sferWojsko jak namalowaneKuratoria zachęcają szkoły i przedszkola do udziału w oddolnej akcji „Murem za polskim mundurem”. W jej ramach przedszkolaki i uczniowie rysują strzegących naszej granicy żołnierzy, koloryzują czołgi, wozy pancerne i inny wojskowy sprzęt, a grupa dzieci ze szkoły podstawowej w Kożuchowie pokolorowała nawet granice Polski. Oprócz żołnierzy i czołgów rysowani są uchodźcy z karabinami, z tym że nie wiadomo, jakie są zalecenia kuratoriów odnośnie do kolorów, w jakich mają być przedstawiani. Moim zdaniem nie powinny to być kolory za wesołe, bo wiadomo, że uchodźcy i ich dzieci są smutni z powodu wychłodzenia, wygłodzenia i brutalnego wpychania ich do Polski przez białoruskie służby. Zresztą każde polskie dziecko wie, że uchodźcy mają kolor ciemny wpadający w ciapaty i żadne artystyczne zabiegi tego nie zmienią. Żywe i jasne kolory należy zarezerwować dla polskich żołnierzy powstrzymujących napływ ciemnej fali uchodźczej. Rozjaśnią one ich twarze poszarzałe od trudów służby, która - jak wynika z relacji mieszkańców terenów przygranicznych - jest wyczerpująca i pełna wyrzeczeń. „Dowiedzieliśmy się, że żołnierze, którzy u nas się zatrzymali, nie mają ciepłych, domowych posiłków. Na początku wpadliśmy na pomysł, żeby kupić im pizzę” opowiadali w Polskim Radiu uczniowie z leżącej niedaleko granicy Dąbrowy Białostockiej. Pizza to spory wydatek, dlatego dobrze, że teraz dzięki oddolnej akcji „Murem za polskim mundurem” dzieci będą mogły tę pizzę żołnierzom narysować. Akcja rysowania i kolorowania polskich żołnierzy jest potrzebna dla tego, że jak wiadomo, ich sytuacja nie rysuje się zbyt kolorowo. Jak chce się, żeby ci żołnierze coś mieli, najprościej to narysować. Uważam, ze oprócz akcji rysowania żołnierzy kuratoria powinny we współpracy z MON jak najszybciej zainicjować także akcję rysowania niezbędnych do pełnienia służby rzeczy, takich jak działające karabiny, ciepłe mundury, latarki czy bielizna termoizolacyjna. Minister Sasin alarmuje, że takiego sprzętu bardzo żołnierzom brakuje. Dzieci można także poprosić o narysowanie okrętów podwodnych, których MON od lat nie jest w stanie zakupić, bo nie są to tanie rzeczy. W celu dodatkowego pobudzenia wyobraźni dzieci warto zachęcić je do narysowania na nowo premiera, prezydenta, pani marszałek Sejmu czy ministra Mejzy. Jestem pewien, że postaci te w wykonaniu dzieci wyglądałyby ciekawiej od tych, które stworzył prezes Kaczyński. Panuje opinia, że produktom prezesa przydałoby się np. powiększyć głowy, bo te, które teraz mają, są nienaturalnie małe, w wyniku czego ich kapelusze są kilka numerów za duże. SŁAWOMIR MIZERSKI © POLITYKA nr 50 (3342), 8.12-14.12.2021 |