Mizerski na bis

Żandarmeria a zdrowie psychiczne

Onet.pl opisuje trwającą od kilku lat walkę Żandarmerii Wojskowej z byłym majorem tej formacji, który nęka żandarmerię w ten sposób, że oskarża jej dowództwo o zamiatanie skandali pod dywan i ochranianie przestępców w mundurach. Zdaniem Żandarmerii świadczy to o tym, że jest on osobą chorą psychicznie.

Psychiczne problemy majora miały się zacząć w 2016 r., gdy jako wiceszef Wydziału Wewnętrznego Komendy Głównej ŻW zameldował komendantowi głównemu o nieprawidłowościach, takich jak wyłudzanie pieniędzy służbowych, mobbing, molestowanie kobiet, nielegalne podsłuchy i działania operacyjne wobec osób niewygodnych dla ŻW. Incydent był dla komendanta sygnałem, że z majorem nie wszystko jest w porządku, dlatego zaczęto mu się baczniej przyglądać, a także podsłuchiwać i czytać jego maile.

Rozczarowany reakcją przełożonego, oficer zaczął zabiegać o spotkanie z ówczesnym szefem MON Antonim Macierewiczem. Gdy Macierewicz zapoznał się z przedstawionymi mu dowodami, poprosił majora, żeby nie składał doniesienia do prokuratury, zapewniając, że sam się wszystkim zajmie. I rzeczywiście – miesiąc później major został przed swoim domem zatrzymany, a następnie wyrzucony ze służby. Z jego mieszkania zabrano komputery, telefony i nośniki pamięci.

Mimo że prokuratura wojskowa wszczęła śledztwo w jego sprawie, zwolniony oficer w dalszym ciągu nagłaśniał afery – złożył 22 zawiadomienia o popełnieniu przestępstw do Prokuratury Wojskowej i CBA, a portalowi Onet.pl udzielił wywiadu, którego publikację ŻW próbowała przez swoich prawników zablokować. Po wywiadzie prokuratura wojskowa podjęła pierwszą – niezakończoną sukcesem – próbę poddania oficera badaniom psychiatrycznym.

Kolejna próba, także nieudana, miała miejsce niedawno. Żandarmeria zatrzymała majora, gdy odprowadzał dziecko do przedszkola i skutego wywiozła z Warszawy na badania do szpitala powiatowego w Zakopanem. W akcji uczestniczyło kilkunastu funkcjonariuszy w mundurach i dwa nieoznakowane auta przy wsparciu trzech oznakowanych. Pech chciał, że po przybyciu na miejsce zatrzymany niespodziewanie zażądał obecności adwokata podczas badania. Ponieważ szpital prawnikiem nie dysponował, po kilku minutach został uwolniony, a następnie pozostawiony w Zakopanem sam sobie.

W opinii prawników zatrzymanie było bezprawne, bo zgodnie z postanowieniem Sądu Najwyższego trwające 4 lata postępowanie wobec byłego majora miało się zakończyć w połowie 2020 r. Wygląda jednak na to, że Żandarmeria jest uparta i nie zamierza zrezygnować z badania go w celu udowodnienia, że jest chory psychicznie. Uważam, że to zachowanie bardzo niepokojące i że ktoś powinien zbadać, czy z Żandarmerią Wojskową i jej szefami na pewno jest wszystko w porządku, zanim dojdzie do jakiegoś nieszczęścia.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 10 (3302), 3.03-9.03.2021