Mizerski na bis

Zła nowina dla Kościoła

Jeszcze Polska nie zginęła, póki się modlimy! - zagrzewa wiernych mocno pobudzony abp Jędraszewski. Ale czy uratowanie Polski to nie jest plan zbyt skromny? Co z tego, że Polska nie zginie, bo będzie się do upadłego modliła, skoro jednocześnie nie przetrwa modlitewnie upośledzona reszta Europy?

Biskup Kawa ze Lwowa nie ma wątpliwości, że Europa potrzebuje pomocy duchowej. I stawia sprawę jasno: „Polska ze względu na swoje duchowe bogactwo jest jedynym krajem, który może uratować UE, aby nie umarła duchowo. To wielkie zadanie dla Polaków”.

Kawa radzi, aby w momentach słabości i zniechęcenia Polacy poprosili o pomoc Maryję. Słusznie, bo obawiam się, że zniechęcenie jest nieuchronne po tym, jak rząd PiS uderzył w Kościół, planując podnieść podatki księżom i biskupom. Ci ostatni zastanawiają się, jak mają wzmacniać Europę, gdy sami są osłabiani? I pytają, kto zrefunduje im poniesione straty.

- Wymaga się od nas głoszenia Dobrej Nowiny, ale to się musi opłacać. Nikt nie będzie nic głosił za darmo - argumentują. Nie rozumieją, dlaczego zmiany podatkowe nie zostały z nimi skonsultowane i dogłębnie omodlone.

- Przecież wiadomo, że z tacy nie wyżyjemy. A drobnej przedsiębiorczości księży i biskupów rząd nie wspiera. Owszem, dotuje biznesy ojca Rydzyka, ale nie każdy może być Rydzykiem i mieć imperium. Jako zwykły ksiądz żyję ze ślubów, pogrzebów i handlu używanymi samochodami z Niemiec. Nie stać mnie na zaproszenie na swoje urodziny najważniejszych polityków PiS, żeby potańczyli, pośpiewali i pomogli mi założyć stację telewizyjną - ubolewa młody ksiądz z Podkarpacia.

Jego kolega z diecezji łódzkiej nie ma złudzeń: - Jesteśmy przez ten rząd dyskryminowani, nie obejmują nas nawet 500 plus i inne świadczenia prorodzinne. W tej sytuacji posiadanie dzieci to dla księży prawdziwa droga przez mękę.

- Gorzka prawda jest taka, że księdzem czy biskupem nie opłaca się dziś być. Człowiek w kółko się modli, a nawet na używane audi nie uzbiera - zauważa gorzko biskup pomocniczy z diecezji tarnowskiej. - Tego, co wierni rzucają na tacę, nie starcza nawet na karmę dla stada moich danieli - wzdycha.

Biskup senior z centralnej Polski przyznaje, że ma dość użerania się z wiernymi - ludźmi skąpymi, często agresywnymi i nastawionymi roszczeniowo. - Niedawno w Zachodniopomorskiem zabrali proboszczowi klucze do kościoła i wypędzili go z parafii, bo podobno źle ich traktował. Jak w takich warunkach pracować i jeszcze głosić Dobrą Nowinę?

Nic dziwnego, powiada, że księża i biskupi rżną w karty, popadają w alkoholizm, pedofilię i nie bardzo już wierzą w to, że Bóg istnieje.

SŁAWOMIR MIZERSKI

© POLITYKA nr 36 (3328), 1.09-7.09.2021